sobota, 3 października 2020

NIEWIDZIALNY GDAŃSK



Wejść na krótką chwilę do świata niewidomych, czy to możliwe? Możliwe! Razem z koleżankami miałam przyjemność – i to słowo nie jest tutaj przypadkowo – zobaczyć świat wszystkimi zmysłami, z wyjątkiem tego jednego – wzroku.  

Co prawda świat ten był wersją demo, najłatwiejszym poziomem z samouczkiem, który co krok podpowiada Ci, jak wykonywać zadania. Moim samouczkiem była Pani Agnieszka, która wzrok traciła stopniowo, a dziś jest codziennie w Niewidzialnym Gdańsku, aby pokazać swój świat innym.

NIEWIDZIALNY GDAŃSK

Niewidzialny Gdańsk jest miejscem, gdzie zostajemy wprowadzeni w zupełną ciemność, tam musimy się odnaleźć w zupełnie codziennych sytuacjach. Czy to jest łatwe? Nie, bo chociaż na co dzień robię to wszystko z palcem w nosie, to tutaj sprawa miała się zgoła inaczej. W przeciągu kilku pierwszych sekund odczuwałam setki emocji jednocześnie.

EMOCJE

Początkowo cieszyłam się jak dziecko, bo to coś nowego, ekscytującego i dla mnie – nietypowego. Uniesienie szybko dopadła panika. Kiedy zrozumiałam, że jestem w zupełnej ciemności moja wyobraźnia wyostrzyła się milionkrotnie. Serce zaczęło bić szybciej, a moje ręce nerwowo szukały koleżanek. Chciałam tylko wiedzieć, że nie jestem w tej ciemności sama, że ktoś jest obok mnie. Później usłyszałam głos Pani Agnieszki, a mnie zalała fala spokoju. Miałam już stuprocentową pewność, że nic mi się nie stanie, a to tylko „eksperyment w kontrolowanych warunkach”. Spokój również nie trwał długo, bo zaraz przyszła ogromna irytacja, że nie umiem wykonać tak prostych czynności. Później, później już była tylko dobra zabawa i ciekawość.

TEN CHOLERNY LATAJĄCY ŁUK

Śmiejcie się lub nie, ale przez cały czas odnosiłam wrażenie, że nad moją głową unosi się latający łuk, który tylko czeka, żeby niespodziewanie przywalić mi w głowę. Mogę posunąć się nawet do stwierdzenia, że czułam jego oddech na karku. To uczucie towarzyszyło mi od samego początku, aż do końca, Ja się schylam, a tam łuk. Skręcam, a tam łuk. Robię krok do przodu, do tyłu, siadam, oddycham, wszędzie ten cholerny łuk.

Wielokrotnie w domu, budząc się jak jakaś emerytka o 4 w nocy, potrafię w zupełnych ciemnościach i bez problemu odnaleźć łazienkę, a następnie szybkim i prężnym krokiem – uciekając przed duchami – zmierzam w kierunku duchoodpornej kołdry. Trasę znam na pamięć, wiem mniej więcej, za ile będą drzwi i wiem, że nie wpakuje się w nie rozpędzona jak pociąg. Tutaj jednak byłam na obcym terenie, skazana na większe przestrzenie niż odcinek z łóżka do toalety. Łuk więc postanowił mi towarzyszyć na każdym kroku. Czułam się niepewnie, przez co wszystko wykonywałam wolno i ślamazarnie. Zupełnie inaczej niż Pani Agnieszka. Chociaż nie widziałam jej, to wyobrażałam sobie, jak zgrabnie przemieszcza się między wszystkimi przeszkodami. Nie widziałam, ale czułam, z jakim spokojem i pewnością porusza się w tym świecie, który mnie paraliżował.

TOP SECRET

Nie mogę Wam zdradzić, co dokładnie działo się w tych ciemnościach i jakie zadania musiałyśmy wykonać wspólnie z koleżankami. Myślę jednak, że nikt się nie pogniewa, jeśli uchylę rąbka tajemnicy. Kiedy już trzeba było kończyć zabawę, była chwila na rozmowę. Siedziałyśmy w ciemności i rozmawiałyśmy, a że z natury jestem wnikliwą dziewuchą, to gdyby nie ograniczający nas czas, zagadałabym Panią Agnieszkę na śmierć. Byłam ogromnie ciekawa jej świata, miałam wiele pytań. Chciałam wiedzieć, jak sobie radzi, co jej sprawia trudności, co wkurza, a co lubi. W tej fali pytań były też takie ciepłe babskie pogaduchy, w których dowiedziałyśmy się o tym, jak poznała swojego męża lub to, gdzie uczą się jej córki.

Bycie niewidomym to nie tylko wieczna walka z trudnościami świata i przeklętymi hulajnogami, które byle jak parkowane są na chodnikach. To również – co nie powinno być zaskakujące – rodzinne życie, ciepła herbatka pod kocykiem, imprezy przy wódeczce, kłótnie przy grach planszowych i rozdrabnianie resztki mydła z wodą, żeby starczyło jeszcze na kilka myć – to robi każdy, bez wyjątku.

NIEWIDZIALNE OTWIERA OCZY

Cały ten eksperyment otworzył mi oczy i pokazał dwie istotne rzeczy. Po pierwsze trzeba być wdzięcznym i umieć docenić swoje zdrowie. Po drugie nie można być ignorantem. Kiedyś na wiele rzeczy machnęłabym ręką. Teraz na tak wiele niepozornych rzeczy będę zwracać większą uwagę. Chociażby na to, aby nie odkładać hulajnogi byle gdzie, albo na lepsze przystosowanie mojego bloga dla osób niedowidzących lub niewidomych. Chociaż wprowadzenie takich zmian, zajmie mi pewnie dużo czasu, to i tak warto.  

WSPÓLNIE SPĘDZONY CZAS

Długo zachwycałam się tym projektem. Jeszcze długo po wizycie opowiadałam wszystkim, gdzie byłam i jak bardzo mi się podobało.

Jeśli zastanawiasz się, co akurat zrobić z nadwyżką wolnego czasu i akurat jesteś w Trójmieście, to koniecznie odwiedź Niewidzialny Gdańsk. Jest to świetne miejsce, zwłaszcza dla młodzieży i starszych, którym czasem trzeba przypomnieć, że świat nie kręci się tylko dookoła nich.

 


Czytaj dalej »

niedziela, 27 września 2020

|WYWIAD| ADOPCJA PSÓW — OCZAMI OPIEKUNA

 


PSIAKI ADOPCIAKI

Nie jesteśmy właścicielami zwierząt, tylko ich opiekunami. Taka świadomość sprawy jest coraz większa. Coraz więcej ludzi pokazuje, jak wygląda opieka nad adoptowanymi zwierzętami. Udowadniają, że zwierzę ze schroniska jest wulkanem miłości, ale to również ciężka praca. Jedną z takich osób jest Marika, która od roku prowadzi Instagram @wyszczekanii, gdzie można zobaczyć, jak wygląda życie dwóch niesfornych, ale bardzo rozkosznych czworonogów. Marika od niedawna prowadzi również bloga, gdzie opisuje życie Benka i Mirabelki – bohaterów dzisiejszego wywiadu.







Może na samym wstępie opowiesz coś o bohaterach dzisiejszej rozmowy, czyli Benku i Mirabelce, jak do Ciebie trafiły?

Benek jest u mnie dłużej, bo we wrześniu mijają 4 lata, od kiedy mam go u siebie. Przygarnęłam go ze wsi, od Pani, która delikatnie mówiąc, powiedziała, że musi się pozbyć szczeniaków. Nie było czasu na myślenie, bo w grę mogło wchodzić jego życie i tak został już ze mną. Podobnie było z Mirabelką. Ją adoptowałam, jak była już dorosłym psem. Tym razem dopiero rozglądaliśmy się za drugim zwierzakiem, ale dowiedziałam się, że jest zamknięta w schronisku bez wolontariatu, a do jedzenia dostaje zlewki, bo właściciel schroniska nie przeznacza pieniędzy na to, co trzeba. Nikt jej ogłoszeniem się nie interesował, więc postanowiliśmy być jej „bohaterami”. W tej chwili jest z nami już 1,5 roku.

Wiadomo coś więcej o życiu Mirabelki? Jak trafiła do tego pseudoschroniska, jakie miała „dzieciństwo”?

W książeczce miała wpisane 7 lat, co kompletnie nie było prawdą, bo wspólnie z weterynarzami na podstawie jej uzębienia uznaliśmy, że jej szacowany wiek to około 2/3 lata. Prawdopodobnie tułała się po wsi, będąc przepędzaną między domami. Trafiła do nas cała w pchłach, brudna i w ciąży. W sumie nie wiedzieliśmy o niej nic, oprócz tego, jak wygląda ze zdjęć. Nie było nawet możliwości spaceru zapoznawczego.

Jak Benek przyjął psią siostrę?

Benek był szczęśliwy, cieszył się, aż za bardzo. Mirabelka za to rzuciła się na niego z zębami na dzień dobry. Ale przyzwyczajenie się do siebie zajęło im około tygodnia. Teraz są nierozłączni, ich zabawy zaczynają się, jak wstają i w zasadzie trwają cały dzień z małymi przerwami.

Myślisz, że zachowanie Mirabelki było wywołane traumatyczną przeszłością?

Zdecydowanie, do tej pory boi się wielu rzeczy, ale wszystko wypracowujemy. Staramy się wyprowadzić ją na prosto z codziennymi czynnościami. Właśnie przez to, że była zdana na siebie, jest bardzo ostrożna. Rzeczy takie jak zła pogoda, głośne dźwięki, albo psy powodują u niej strach, a co za tym idzie reakcję obronną. Pamiętam, że pierwszego dnia nie była w stanie nawet iść po chodniku obok jadących samochodów. Teraz nie sprawia jej to problemu.



W jaki sposób wygląda takie uczenie psa i jak udaje Wam się przekazać jej to, że nie ma czego się bać? Benek jest dla niej wzorcem, czy więcej pomaga Wasza praca?

Przede wszystkim, trzeba dać jej wsparcie. My Mirę przytulamy, jak idzie burza. Wiele ludzi mylnie myśli, że coś takiego wzmacnia strach psa, ale jeśli my nie będziemy dla niego oparciem w sytuacji kryzysowej, pies nie przyjdzie po pomoc do nas, tylko ucieknie. Warunkowanie pozytywne poprzez zabawę lub najprostszy trening podstawowych komend, takich jak siad, żeby odwrócić uwagę. Ale faktem jest, że to Benek odegrał największą rolę w tym wszystkim. Pokazywał jej, że nie trzeba się bać wielu rzeczy. Do tej pory Mira czuje się pewniej, gdy wychodzimy z Benkiem i nią, niż sama.

To niesamowite, jaka między nimi zrodziła się więź! Czy nie bywają o siebie zazdrosne?

Mira jest paskudą, jeśli chodzi o zazdrość. Ona zawsze chce być w centrum uwagi i jak słyszy, że ktoś zajmuje się Benkiem, to zaraz przybiega. Benek jest bardzo delikatny z charakteru, więc zawsze jej ustępuje, ale staramy się nie pozwalać jej na kontrolowanie sytuacji i wzmacniać pewność siebie Benia.

Czy w czymś jeszcze bywają problemowe? Kto w tym psim związku ma więcej za uszami?

Problemowi bywają oboje, niestety. Miry przewinienia są dla nas zdecydowanie bardziej kosztowane. Benek bywa niesforny, gdy ekscytuje się do innych psów, przez co strasznie szczeka i ludzie odbierają to, jako zachowanie agresywne. Nie lubi też być zaczepiany przez obcych i potrafi na nich naszczekać, a przez jego uroczą mordkę jesteśmy zaczepiani dość często. Przy nas Mira jest aniołkiem, zarówno w domu, jak i na dworze. Niestety swoje emocje, gdy nas nie ma, rozładowuje poprzez niszczenie rzeczy takich jak kanapa, zabawki, koce, ubrania, generalnie wszystko, co wejdzie jej w zęby w danym momencie.

To was zmusza do częstej wymiany rzeczy, czy staracie się naprawiać?

Gdy tylko jest taka możliwość, staramy się naprawiać. Jeszcze niedawno cerowałam dziury w kanapie, ale na dany moment są tak duże, że musimy je zasłaniać kocami. Staramy się minimalizować jej zniszczenia i nie zostawiać przedmiotów w jej zasięgu, gdy wychodzimy. Bywa różnie, to co się da, wykorzystujemy do innych celów lub naprawiamy. Na przykład ze zniszczonych koców można zrobić szarpak do zabawy dla psów, który moim zdaniem zawsze trzyma się lepiej, niż te gotowe z zoologicznego.


Ze zniszczonych koców można zrobić szarpak do zabawy dla psów, który moim zdaniem zawsze trzyma się lepiej, niż te gotowe z zoologicznego.

Dużo macie takich zabawek dla psów DIY, czy więcej jednak kupnych?

Doświadczeni ilością zniszczonych zabawek przez Mire, inwestujemy tylko w sprawdzone i zrobione z wytrzymałych materiałów. Takich jest mało na rynku, ale na przykład kongi do wypełniania karmą sprawdzają się super, mamy je już od adopcji Miry, a wciąż się świetnie trzymają. Nie kupujemy szarpaków i pluszaków. Często robię szarpaki ze skrawków materiału albo liny jutowej. Z kocy i starej wycieraczki można też zrobić matę węchową.

Tak mniej więcej Mira i Benek ile mają łącznie zabawek? Staracie się wprowadzić minimalizm w kwestii psich przedmiotów, czy nie umiecie się powstrzymać od rozpieszczania?

Ciężko powiedzieć. Mamy kilka do podawania jedzenia, żeby ich zmęczyć, jak wychodzimy z domu. Nie kupujemy nic pod wpływem chwili, więc myślę, że panuje w tym minimalizm. Oboje najbardziej lubią szarpaki. Ich nie liczę, bo są na bieżąco niszczone przez Mirę, ale po to też są, żeby rozładowała na nich swoje napięcie. Świetne też są zabawki na psią inteligencję, je wykorzystujemy jako element treningu i pies musi pogłówkować jak tu wyjąć smakołyka. One działają w ten sposób, że trzeba coś przesunąć czy podnieść, żeby pokazał się smakołyk. Psy wolą zdobywać posiłek, niż dostawać go ot, tak w misce, bo to zaspokaja też ich instynkty. Takich mamy na dany moment dwie, ale gdy nam się znudzą, chciałabym je sprzedać na psiej grupie społecznościowej, lub wymienić się na jakieś inne, których nie mieliśmy okazji wypróbować.

Z tego, co mówisz, wydajesz się razem ze swoim chłopakiem bardzo świadomymi opiekunami, staracie się dać im coś więcej niż tylko jedzenie i miejsce do snu. Skąd czerpiecie wiedze na temat psychiki psów?

Do czerpania wiedzy zmusiła mnie trochę Mirabelka, muszę sprostać jej wymaganiom, żeby mieć na czym siedzieć, jak wrócę do domu. Chyba największym źródłem był dla mnie internet, czytanie blogów i Instagram. Korzystamy też z usług behawiorysty, więc ciągle się doskonalimy.

Widzisz dużą przemianę w zachowaniu swoich psów, od kiedy stosujesz zalecenia behawiorystów?

Częściowo tak, ale nie udało nam się wprowadzić wszystkiego w życie. Dużą przeszkodą okazało się niestety zdrowie Mirabelki, bo w lutym tego roku bardzo się rozchorowała. Okazało się, że ma nieswoiste zapalenie jelit na tle alergicznym, przez co musieliśmy przystopować z treningami i karmić ją specjalną weterynaryjną karmą. Na szczęście powoli wracamy do normalnego żywienia, na pewno bardziej aromatycznego dla niej, przez co będzie większa motywacja do treningów.

Dlaczego postanowiłaś założyć instagrama wyszczekanych i dokumentować życie swoich czworonożnych przyjaciół?

Instagrama założyłam po to, żeby śledzić rozwój Mirabelki, ale po pewnym czasie bardzo wkręciłam się w tę społeczność. Jak się dobrze poszuka, można zdobyć dużo wartościowych informacji zarówno o wychowywaniu psów, jak i fotografii zwierząt. Bardzo interesuje się psią fotografią i robiąc im zdjęcia, rozwijam też swoje umiejętności, a to sprawia mi frajdę.

Kiedyś na swoim Instagramie pokazałaś szampon dla zwierząt w kostce. Czy zero waste produkty sprawdzają się w psiej pielęgnacji?

Jak najbardziej się sprawdzają. Ten szampon mamy do tej pory, jest bardzo wydajny. Naturalne składy dają gwarancje tego, że skóra psa nie będzie sucha czy podrażniona, bo jest tam dużo olejków.



Twoje psiaki lubią kąpiel, czy są z tych, które unikają wody?

Nie przepadają za tym, ale tolerują. Taplać się nad jeziorem czy w kałuży, to już zupełnie inna sprawa, wtedy zabawie nie ma końca.

Na samym początku wspomniałaś, że wzięcie Benka było sprawą jego życia lub śmierci. Wiesz, co się stało z pozostałymi szczeniakami?

Niestety nie mam pojęcia. Gdy tylko odjechałam, Pani zablokowała mój numer. Próbowałam się z nią skontaktować, bo jako maleństwo miał infekcje uszu. Weterynarz prosiła, żebym przekazała właścicielce, że wszystko musiało się zacząć od matki i zapewne cały miot ma infekcję. Niestety, nie udało mi się skontaktować, na SMS też nie dostałam odpowiedzi. Okłamała mnie co do jego wieku, miał ledwo 5 tygodni, a psiaki powinny być przy matce przynajmniej do 8. Pewnie bała się, że chce jej oddać malucha.

Miałaś bardzo dużo przejść ze swoimi zwierzakami i dużo pracy, ale domyślam się, że nie żałujesz niczego. Wyobrażasz sobie życie bez nich?

Jasne, że nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dzięki nim jest zawsze wesoło, a przy okazji wiele uczą. Mam maszynę do szycia. Uszyłam już dla psiaków kilka posłań, saszetki na smakołyki, ozdoby do zdjęć. Nawet robienie smakołyków na własną rękę jest ciekawe.

Bardzo się cieszę, że Mira i Benek pojawiły się w Waszym życiu, a raczej, że to Wy pojawiliście się w ich. Jesteście ich bohaterami, ale niestety też jesteście potwierdzeniem tego, jak wielu ludzi jest potworami. Mira była wielokrotnie niechciana, przebywała w pseudoschronisku, Benek miał więcej szczęścia, bo szybciej Was poznał. Nie czarujecie, że opieka nad zwierzętami to sielanka, ale udowadniacie, że jest to również ogromne szczęście i ogromne pokłady miłości. Masz jakieś słowa zachęty dla osób, które wahają się nad adopcją psa lub kota?

Myślę, że każdy problem związany z adopcją da się rozwiązać. Na pewno „naprawianie” psychiki skrzywdzonego zwierzęcia nie będzie najłatwiejsze. Nie można się spodziewać tylko i wyłącznie wdzięcznego pieska za to, że nie jest już za kratami. Ale takie zwierzę może odkryć naszą drugą stronę i pokazać jak ciekawa jest praca z kotem lub psem, wystarczy przebić się przez skorupkę nieśmiałości adopciaka.

Super, dziękuję za rozmowę!

Ja również!

Bardzo dziękuję Marice za poświęcony czas. Koniecznie odwiedźcie Instagram wyszczekanych, bo nie kłamiąc, Instastories z przygodami tych dwóch psiaków, jest świetną rozrywką!

 


Czytaj dalej »

sobota, 12 września 2020

TOREBKI NIESKÓRZANE #WSPIERAMPOLSKIEMARKI



Nie jestem wielką fanką skórzanych produktów. Wynika to z tego, że jakość skóry mocno spadła. Jeszcze te kilkanaście lat temu skórzane produkty kojarzyły się z jakością. Dzisiaj nie jestem pewna, czy dotrwają do następnego sezonu. Najważniejszą motywacją jest jednak dla mnie etyka. Chcąc uniknąć materiałów odzwierzęcych w swojej garderobie, staram wybierać się lepsze alternatywy.

Na pewno lepszą alternatywą nie jest „skóra ekologiczna”, która z ekologią nie ma za dużo wspólnego. W dzisiejszym poście przygotowałam dla was zestawienie torebek, które wykonane są z tworzyw bardziej przyjaznych środowisku, a przy ich produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę. Co więcej, jak to u mnie, większość torebek jest ręcznie wykonana przez polskich projektantów.

TOREBKA KOSZYCZEK

Nie znam się na trendach, ale moje mało sprawne „modowe oko”, zarejestrowało, że ostatnio bardzo dużo dziewczyn posiada takie torebki. Nic dziwnego, są one naprawdę piękne, bardzo stylowe i trwałe.  Niestety, większość osób zakupuje takie koszyczki w sieciówkach, wielka szkoda, bo wielu polskich artystów własnoręcznie tworzy plecione torebki. 

Mnie osobiście zachwycają torebki Kasi Gąsienicowej, które są ręcznie plecione z polskiej wikliny. Torebki koszyki dostępne są w różnych kształtach i kolorach, od mniejszych, po większe shopperki.



TORBA Z PAPIERU

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam reklamę remediumbag.eu, pomyślałam sobie, że to nie może być dobre. No bo jak? Torba z papieru? Długo moja pewność nie trwała, bo kiedy weszłam na ich stronę, to przepadłam. Remediumbag jest chyba jedną z bardziej etycznych marek torebek, jakie poznałam. Materiały pochodzą od polskich producentów lub w ich tworzeniu wykorzystuje się materiały z recyklingu. Wypełnienie torebek jest lniane, a ich kształty bardzo fantazyjne. Niektóre z torebek inspirowane są origami, ale mnie najbardziej zachwycają torby podwójne.



DZIERGANE TOREBKI

Torebki pinkhookhandmade.pl są przepiękne! O ile nie jestem wielką fanką szykownych, klasycznych i bardzo kobiecych dodatków, to tutaj oczy mi się świecą jak sroce na pięć złotych (tak się chyba nie mówi, prawdopodobnie to wymyśliłam i połączyłam jakieś dwa przysłowia, ale ważne, że oddaje to moje uwielbianie dla dzierganych torebek). Tak jak w poprzednich torebkach, tutaj również możemy wybrać torebki o różnych kształtach i kolorach.



TOREBKA MAKRAMA

Makramy coraz częściej stanowią ozdobę w domach miłośników stylu boho. Również ja poczyniłam swoją makramę, która pieszczotliwie została przeze mnie nazwana „makramą smutaską” lub „makramą brzydalką”. Na szczęście są ludzie, którzy mają do tego większą smykałkę, a do tego wykorzystują swój talent jeszcze bardziej kreatywnie, tworząc makramowe torebki.

O torebkach ondzierga pisałam już w poście o prezentach na świętach, ale prace Krzysia są tak dobre, że można wymienić je jeszcze raz. Od poprzedniego wpisu, pojawiła się nowa torebka „Dolce”, która jest przeurocza.

Jeśli szukacie torebek makramowych, w trochę w innym stylu z bambusowym lub drewnianym uchwytem, polecam odwiedzić stronę aniatka.pl Tamtejsze torby zachwycają swoją prostotą i klasą.



TORBY Z BANERU

Zastanawialiście się czasem, co dzieje się z wszystkimi banerami reklamowymi? Dla większości uznawane są za odpad. Dzięki ludziom z trashki.pl udało się znaleźć dla starych i niechcianych banerów drugie zastosowanie – torby. Jest to już styl bardziej sportowy niż elegancki, ale torby te mogą nadać się idealnie do szkoły, praca, na laptopa i jest to coś, co może być trafionym prezentem dla chłopaka. Torby te mają dwa ogromne plusy. Po pierwsze zostały stworzone z czegoś, co na pozór wydawało się już niepotrzebne, po drugie torby są całkowicie niepowtarzalne!





TOREBKA Z KORKA

Korek jest moim zdaniem najlepszą alternatywą dla skóry zwierzęcej. W prezencie od koleżanki dostałam portfel z korka z Portugalii i przepadłam. W dotyku materiał jest bardzo przyjemny. Niestety nie znalazłam żadnej polskiej marki, która szyłaby z korka torebki. Jeśli znacie taką firmę, koniecznie napiszcie w komentarzu. Mimo wszystko uznałam, że warto w tym zestawieniu dać torebki z tego materiału. 



TOREBKI Z DREWNA

Ok, tutaj mamy coś z wysokiej półki. Drewniane torebki od plantwear.pl są dla mnie usposobieniem wysokiej elegancji. W moim odczuciu biją na głowę skórzane kopertówki. Drewno, które jest wykorzystywane przy ich produkcji, jest zatwierdzone przez FSC. Niektóre egzemplarze posiadają skórzany pasek, na szczęście są też opcje z łańcuszkiem.

Mam wielką nadzieję, że spodobały się wam moje propozycje. Jeśli znacie jeszcze jakieś ciekawe marki, których  torebki stanowią dobrą alternatywę dla skórzanych materiałów, dajcie koniecznie znać!


Czytaj dalej »

środa, 9 września 2020

EKOLOGIA I FANATYZM

 


Na wstępie przyznam się szczerze, że nie znam wielu takich osób. Niestety, gdzieś w odmętach internetu dobiegają mnie czasem głosy fanatyków, które mrożą krew w żyłach, sprawiają, że włosy stają dęba, a ciarki niepokoju przebiegają po karku. 

Fanatyków zna każdy jak nie osobiście, to ze słyszenia. Najczęściej przybierają postać skrajnych wyznawców religijnych, ale nie ciężko odnaleźć ich w innych grupach. Im dłużej interesuję się ekologicznym stylem życia, tym częściej natrafiam na niepokojące wypowiedzi.

Zaczęło się kilka lat temu, kiedy na grupie jedna osoba napisała, że „zero waste jest jak religia”. Swoją wypowiedź tłumaczyła tym, że są zasady, jak w dekalogu, do których ona się sumiennie stosuje. Pierwsze oznaki niepokoju szybko przeszły. Machnęłam na to ręką, bo przecież każdy ma prawo do swojego zdania.

W tej materii nic się nie zmienia, mamy prawo do swojego zdania zawsze i wszędzie. Ale… może warto jednak czasem się zastanowić, czy nie wybiegamy z naszymi dążeniami gdzieś za bardzo i czy przypadkiem, nie robimy krzywdy sami sobie?

PODZIAŁ NA DOBRO I ZŁO

Musimy powiedzieć sobie to prosto w oczy – większość ludzi na świecie ma w nosie zero waste. Czy to zbrodnia? W moim odczuciu nie. Więc kiedy jakaś wielka korporacja robi coś „dobrego dla środowiska” i zamienia swoje opakowania na te „bardziej przyjazne środowisku”, to ja myślę sobie – „ok, fajnie, ale ja i tak tego nie będę kupować”. Fanatyk jednak nie zostawia po działaniach takich firm suchej nitki, wykrzykując, że wszystko to greenwashing. Tym samym, gdyby tylko mógł, w imię Matki Ziemi zamknąłby wszystko to, co w jego mniemaniu jest „grzeszne”.

Przestaje się liczyć zdanie i upodobanie innych. Fanatyk nie daje możliwości istnienia wolnej woli tak, aby każdy mógł sam wybrać, co dla niego jest dobre, a co złe. Jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego pewne działania są złe, to znaczy, że nie poznał jeszcze nauk Matki Ziemi.

ZIELONY MISJONARZ

Czytając niektóre wypowiedzi, oczami wyobraźni widzę ich autorów, jak ubierają szaty z juty i idą głosić „dobrą nowinę”. Głoszą o ekologii, braku reklamówek i o tym, jakie życie będzie wspaniałe, kiedy świat będzie bardziej ekologiczny. Wystarczy przejść na zieloną stronę mocy, a osiągniemy spokój ducha i uporządkowane życie.

Brzmi jak działania pewnych grup destrukcyjnych prawda? A niestety, podobieństw jest jeszcze więcej.

OBIETNICA LEPSZEGO ŻYCIA LUB KOŃCA ŚWIATA

„Świat będzie lepszy, kiedy będzie więcej takich jak my”. Utopijna wizja świata, w którym wszyscy postępują tak, aby nie szkodzić środowisku. Fanatycy uwielbiają przekonywać i mówić o tym, jaki świat będzie wspaniały, kiedy wszyscy się zmienią lub… uwielbiają straszyć końcem świata.

KAZANIE

Umiejętność nieulegania każdej pokusie jest bardzo cenna. To dzięki niej rezygnujemy z tego „jeszcze jednego” ciastka, z papieroska, z bluzki, na którą i tak nas nie stać. Problem z fanatyzmem jest taki, że za zrobienie czegoś wbrew zasadom, zaczyna się biczowanie. Najczęściej jednak fanatyk nie ma pretensji sam do siebie, wyłącznie do innych. Niczym kaznodzieja, brat lub ksiądz ze swoim kazaniem o konsekwencjach nieposłuszeństwa.

POŚWIĘCENIE

Polubiłam ostatnio oglądać „światusów” na YT. W jednym z filmów Sara wspomniała, że wielu świadków rezygnuje z potomstwa, aby założyć rodzinę dopiero po Armagedonie. W kwestiach ekologii bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że nikt nie chce sprowadzać dzieci na świat, wiedząc, że zaraz ma być „koniec świata”. Jeśli razem ze swoją drugą połówką stwierdzacie, że nie chcecie mieć dzieci, to macie do tego święte prawo. Jeśli jednak oboje pragniecie dziecka, to czy argument z końcem świata powinien być decydujący? Jeszcze kilka lat temu, ktoś mógł zrezygnować z potomstwa ze względu na powiększającą się dziurę ozonową. Dzisiaj mówi się o innych problemach, bardzo ważnych i ciężkich, których chcąc nie chcąc, brak dzieci nie rozwiąże. Może zabrzmi to małostkowo, ale w naszych rękach i w rękach przyszłego pokolenia jest szansa na to, aby świat był lepszy.

ZERWANIE KONTAKTÓW Z RODZINĄ I ZNAJOMYMI

Dla mnie to jeden z najbardziej przerażających aspektów fanatyzmu, z którym niestety miałam styczność. Wiadomo, lubimy otaczać się ludźmi o podobnych poglądach. Kto z nas nie lubi popsioczyć z drugą osobą na pewne problemy, inne grupy, polityków etc. W życiu jednak musimy funkcjonować z ludźmi o różnych poglądach, co daje się we znaki zwłaszcza przy świątecznym stole. Mimo wszystko jesteśmy z drugim człowiekiem z miłości lub sympatii, a kłótliwych tematów nie poruszamy.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie stworzę prawdziwej relacji z miłośnikiem mięsa, że będę się męczyć, że powinnam znaleźć kogoś podobnego do mnie. Tylko ja nie chcę nikogo innego. Chcę tego mojego mięsożercę, który produkuje opakowań po żelach do mycia jak szalony. On zna moje zdanie na pewne tematy, ja znam jego. Żyjemy różnie, ale razem i jest nam w tym dobrze. Nie umiem wyobrazić sobie, porzucenia ważnego dla mnie człowieka, tylko dlatego, że ma inne poglądy.

Fanatyzm jest zły, bo nie daje przestrzeni na samodzielne myślenie. Nie możesz sam podejmować decyzji, nie możesz popełniać błędów, musisz ściśle trzymać się zasad, bo tylko w ten sposób „będziesz szczęśliwy i sprawisz, że świat będzie lepszy”. Chociaż piszę o fanatyzmie ekologicznym, to chyba nie odbiegnę daleko od prawdy, mówiąc, że każdy fanatyzm wyniszcza człowieka.

 

 

 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 7 września 2020

ŻEL DO MYCIA TWARZY RESIBO

 

Resibo to polska marka, która – nie wyolbrzymiając – wydaje mi się całkiem ekskluzywna. Produkty tej marki znajdują się na każdy eko targach, w każdej lepszej drogerii, a ich cena sugeruje, że to nie jest produkt dla każdego dusigrosza – jak ja.

OPIS PRODUKTU:

Udało mi się na szczęście dorwać ten żel w promocyjnej cenie i w końcu przekonać się na własnej skórze, czy ten żel myjący do twarzy jest naprawdę tak dobry, jak mówią.

SKŁAD: Aqua, Caprylyl/Capryl Glucoside*, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Tapioca Starch*, Betaine*, Xanthan Gum*, Disodium Cocoyl Glutamate*, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Cocoyl Glutamate*, Citric Acid, Prunus Persica Fruit Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional

*składniki certyfikowane

Produkt jest polskiej marki, co dla mnie zawsze będzie dużym plusem. Jeszcze więcej zyskuje w moich oczach dzięki temu, że jest w 100% wegański i crueltyfree. Zapach żelu jest bardzo przyjemny – brzoskwiniowy. Konsystencja jest lekka, żelowa, niezbyt wodnista, można pokusić się o stwierdzenie, że jest idealna. Używałam tego żelu na zmianę z innym, ale i tak jestem pełna podziwu dla jego pojemności. Produkt wystarczy spokojnie na kilka miesięcy.



STOSOWANIE:

W trakcie jego stosowania wystarczy wycisnąć niewielką kroplę na dłonie, a następnie rozprowadzić produkt po buzi. Żel nie wysusza, nie szczypie, nie piecze, jest bardzo przyjemny w użyciu, zostawiając twarz nawilżona i oczyszczoną.

Osobiście staram się używać jak najmniej kosmetyków do pielęgnacji buzi. Dlatego wszystkie produkty, których używam, muszą być idealne. Czy ten produkt taki jest?

W mojej opinii jak najbardziej.

PLUSY:

  • Przyjemna konsystencja
  • Brak podrażnień
  • Nawilżona i oczyszczona skóra
  • Polska marka
  • Wegański i nietestowany na zwierzętach
  • Przyjemny zapach

MINUSY:

  • Wysoka cena (39,00 zł za sztukę)
  • Plastikowa butelka

A ty stosowałaś ten produkt? Jeśli tak, napisz mi co o nim sądzisz! 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

TABLETKI DO MYCIA ZĘBÓW

 

Pasta do zębów jest dosyć problematycznym produktem, który ciężko zamienić na zero waste opcję. Jestem sceptycznie nastawiona do past DIY i unikam tego typu rozwiązań. W poście o higienie jamy ustnej zero waste pisałam o paście w słoiczku BEN&ANNA. Dzisiaj będzie o tabletkach do mycia zębów DENTABS Z FLUOREM.

Dług zwlekałam z ich zakupem. Na szczęście w stacjonarnym sklepie w Gdańsku znalazłam pastylki na wagę. Zakupiłam ich kilka sztuk do przetestowania. Skład: 


Celuloza mikrodrobna, Fluorek sodu, Amisoft, Stevia (Stevioside), Krzemionka, Wodorowęglan sodu, Witamina C, Stearynian magnezu, Guma ksantanowa, Mentol, Eugenol 


JAK UŻYWAĆ TABLETEK DO MYCIA ZĘBÓW?

Pastylkę przegryzasz, a utworzony proszek rozprowadzasz szczoteczką po zębach. Powstaje bardzo delikatna piana. Wielkiej filozofii w tym nie ma. Myjesz zęby, płuczesz buzię i koniec. Mimo wszystko nie skuszę się na te pastylki drugi raz.

Dlaczego?

Po stosowaniu takich tabletek czułam się, jakbym umyła zęby miętowym dropsem. Oddech jest świeży, ale czy zęby faktycznie są wyczyszczone? Ciężko mi to ocenić. Najgorszy jest jednak moment rozgryzania. Jest to bardzo mało przyjemne i w pierwszej chwili robi mi się trochę niedobrze. Może to kwestia przyzwyczajenia do kremowych past, ale na drugi raz nie zdecyduję się na zakup takiej „pasty”.

Tabletki, które mi zostały, wykorzystam w trakcie podróży. Są lekkie i nie zajmują dużo miejsca. To duży plus, kiedy chcemy zaoszczędzić miejsca w plecaku. Przy codziennej pielęgnacji zostanę przy paście od BEN&ANNA, która nie miała żadnych minusów.

PLUSY:

  • Lekkie i nie zajmują dużo miejsca
  • Tanie
  • Poczucie świeżości

WADY:

  • Słabe pienienie
  • Nieprzyjemne stosowanie
  • Produkt na wagę dostępny tylko w sklepach stacjonarnych
  • Brak poczucia pewności, że zęby zostały dokładnie wyczyszczone

Czytaj dalej »