poniedziałek, 23 lipca 2018

ZERO WASTE I MOJE POCZĄTKI



O idei zero waste dowiedziałam się z reklamy WWF Punkt krytyczny. Pamiętam, że kiedy usłyszałam o wszystkich zagrożeniach, jakie płyną z wytwarzania śmieci, zaniemówiłam. Musiało chwilę potrwać, zanim doszłam do siebie. 



To takie banalne, niby od dziecka uczono wszystkich, że śmieci trzeba wyrzucać do kosza, że trzeba szanować środowisko i takie tam lelum polelum. No tak, a ja przecież segregowałam śmieci, zawsze dzielnie wyrzucałam plastiki do żółtego pojemnika, szkło do zielonego, papier do niebieskiego. Dlaczego więc nagle ogarnął mnie taki ogromny wstyd i poczucie winy?

Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam stertę pustych butelek po wodzie, górę ubrań, które kupiłam pod wpływem chwili i masę niepotrzebnych śmieci z aliexpress (plastikowe długopisiki w kształcie króliczka, przylepne karteczki, naklejko-lustereczko, niedziałający zegarek). Nawet nie jestem w stanie wymienić, ile na te sto rzeczy, które zamówiłam, wylądowały w koszu po tygodniu. Widziałam te niepotrzebne rzeczy, one patrzyły na mnie i jakby mówiły Ej no zaraz, sama nas chciałaś, sama nas tutaj zaprosiłaś, a teraz co?

Z natchnieniem czytałam wszystkie blogi i poradniki dotyczące ograniczania śmieci. Pochłaniałam je z ogromnym zapałem, zapamiętywałam każdą złotą radę i starałam się jak najszybciej i jak najwięcej wprowadzić w życie. Mimo wszystko błędy popełniałam. Wiedziałam, że muszę unikać niepotrzebnych opakowań, więc co zrobiłam? Poszłam do sklepu i kupiłam pojemnik na płynne mydło (co śmieszne u mnie w domu nie używa się mydła w płynie tylko w kostce, więc co do cholery mogłam zrobić z tym pojemnikiem?), a żeby pojemnik nie stal taki pusty dokupiłam do niego… tak, mydło w płynie zapakowane w foliowe opakowanie. Innym razem stwierdziłam, że muszę kupić ciepły sweter na zimę, wiedziałam, że sweter musi być ciepły, praktyczny, komfortowy i wytrwać wiele lat. Weszłam do sieciówki z najtańszą i najgorszą odzieżą i kupiłam dwa takie same swetry. 




Ten festiwal nieśmiesznego żaru musiał się w końcu skończyć. Usiadłam, wszystko przemyślałam i w końcu zrozumiałam, że szybkie i radykalne zmiany przyniosą całkiem odwrotny skutek. Dzisiaj, po dziesięciu miesiącach od obejrzenia reklamy WWF wprowadziłam wiele praktycznych zmian, które  zarówno dla mnie, jak i dla środowiska okazały się zbawienne. Na swojej drodze popełniłam wiele błędów, z których z czasem wyciągnęłam potrzebną lekcję. Nadal popełniam ogromne błędy, ale wiem, że z każdym malutkim kroczkiem do przodu (i trzema krokami w tył) uczę się, jak być mniejszym szkodnikiem na naszej planecie.


A jak wyglądał Wasz początek w drodze do życia bez śmieci? 

2 komentarze:

  1. Najtrudniej przestać kupować. Też się tego uczę cały czas, jest coraz lepiej.
    Trzymam kciuki - i za ograniczanie śmieci i za rozwój bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Faktycznie po tylu latach kupowania wszystkiego czego dusza zechciała ciezko sie przestawić, ale po czasie zauważyłam, że idą za tym duże oszczędności i to jest moja motywacją by kupować mniej

      Usuń