wtorek, 4 września 2018

NIE JESTEŚ BOHATEREM!



Kiedy ukazała się kampania reklamowa dotycząca słomek, ludzie podzielili się na dwie grupy. Jedni uważają, że jest to świetny start i dobrze, że reklama się ukazała. Drudzy, że słomki to kropla w morzu potrzeb, że są ważniejsze kwestie, które powinno się poruszyć.




Ja, utożsamiam się z pierwszą grupą. Jestem naprawdę szczęśliwa, że poruszono temat jednorazowych słomek. Zdaję sobie sprawę, że są niewielkie szanse, że moja słomka przetransportuje się z Polski do oceanów, gdzie będzie czyhać na życie niewinnych zwierząt. Nie zmienia to jednak mojego zdania, że słomki są i będą jednorazowym śmieciem. Jeśli nie oceany, to zanieczyszczają one parki, plaże, ulice i w dużym skrócie całe nasze otoczenie.  

Dokładnie rok temu zrezygnowałam z używania jednorazowych słomek. Teraz dopiero widzę, jak trzeba się namęczyć, żeby tej słomki nie dostać. Czasem nie zdążę uprzedzić, że poproszę bez słomki, czasem barman z przyzwyczajenia włoży mi plastikową rurkę do napoju, a czasem ta słomka ląduje nawet w zwykłym kubku z wodą lub butelce.

Niektórzy przeciwnicy kampanii antysłomkowej, zasłaniają się niepełnosprawnością innych. Mówią, że kampania reklamowa nie myśli o potrzebach ludzi, którzy mogą pić tylko i wyłącznie z takich słomek i to jedyny sposób, żeby mogli funkcjonować trochę bardziej samodzielnie. To jest argument, który mnie najbardziej boli. W każdej możliwej dyskusji dotyczącej jednorazowego i zbędnego plastiku, zaraz trafi się ktoś, kto wyrzuca na stół kartę z hasłem niepełnosprawność.

Plastikowe i jednorazowe słomki, nie są i nie będą nigdy towarem ekskluzywnym. Nikt nigdy nie będzie musiał robić licencji na posiadanie jednorazowej rurki do picia, nikt nigdy nie będzie utrudniać życia niepełnosprawnym osobom. Cała akcja związana z nieużywaniem słomek dotyczy wyłącznie osób w pełni sprawnych, którzy na własną odpowiedzialność, przyczyniają się do zanieczyszczenia środowiska. Tutaj nie chodzi o sabotowanie osób niepełnosprawnych i utrudnianie ich opiekunom życia.

Argument z niepełnosprawnością pada zawsze, w różnych tematach, nie tylko tych słomkowych. Coraz więcej ludzi zwraca uwagę na nadmiernie pakowane warzywa i owoce. Kilka miesięcy temu na jednej z grup dotyczących ZW pojawiło się zdjęcie wielkiego kalafiora, podzielonego na dwie części. Rozbrzmiała się, jak zwykle burza, że ten kalafior podzielony na dwie części, położony na styropianie i owinięty folią może pomóc osobom, które mają utrudnione ruchy i krojenie sprawia im za duży ból. Cóż, może się mylę. Wydaję mi się jednak, że człowiek, którego choroba dyskwalifikuje go z takich czynności jak krojenie, podnoszenie, gotowanie, nie wybierze wielkiego kalafiora przeciętego tylko na pół. Zdecyduje się raczej na te drobniej pokrojone warzywa, które są zapakowane w torebkę. Kiedy indziej widziałam post, w którym ktoś pochwalił się, że najbardziej zero waste są lody w wafelku, zamiast w kubeczku. Ponownie polała się fala niezrozumienia, że osoby, które mają celiakię, muszę jeść z kubeczków. Znowu opadają mi ręce, kiedy słyszę takie argumenty. Przecież nikt nie zakaże kupowania nikomu lodów w kubeczku.  Nikt nie przykuwa się do lodziarni, kawiarni ogłaszając strajk głodowy, w sprawie zlikwidowania wszystkich jednorazowych rzeczy. Nikt nie ma pretensji i żali do osób, które z jakiegoś powodu korzystają z produktów paczkowanych lub jednorazowych. Mówienie i promowanie rezygnacji z plastiku ma zachęcić osoby, które mogą i mają taką możliwość. 

Z drugiej strony, jednorazowe produkty nie są przeznaczone wyłącznie dla osób, które muszą z jakichś przyczyn z nich korzystać. Bardzo się śpieszysz, głodne dzieci w domu płaczą, a Ty kupisz sobie danie na patelnie w sklepie? Nie lubisz wafelków, więc wybierasz kubeczek? W pubie barman podaje Ci napój ze słomką? Świat się od tego nie zawali! Jeśli jednak masz taką możliwość i chęci to może warto nie wprowadzać tych jednorazowych produktów do naszej codzienności. Wszystko zależy wyłącznie od Ciebie.

Ciągle spotykam się z jakimś przekomarzaniem między różnymi grupami.  Kilka przykładów:

Ludzie, którzy decydują się na dietę roślinną, przyczyniają się do ogromnej oszczędności wody i czystszego powietrza, ale jeśli kupują humus  w plastiku, mleko roślinne w tetrapaku, to w trymiga znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że ich działanie to hipokryzja. Co z tego, że nie jesz mięsa, skoro kupujesz swoje roślinne produkty w opakowaniach, które są nieekologiczne!

Ludzie, którzy sumiennie segregują śmieci, unikają plastiku i przestrzegają zasad 5R, ale jedzą mięso. Co z tego, że segregujesz śmieci. Przyczyniasz się za zatruwania naszego powietrza i marnowania wody, o względach etycznych nawet nie wspomnę!

Ktoś nie je mięsa, nie produkuje śmieci, ale poleciał na wakacje samolotem? Ty, hipokryto! Te Twoje starania przez cały rok poszły na marne. Podróżując samolotem, szkodzisz środowisku! 

Takich przykładów można mnożyć i mnożyć. Spotykam się z nimi każdego dnia. Ktoś nie je drobiu i wieprzowiny, ale jada nabiał. Ktoś jest minimalistą, ale kupuje, co chwile nowe książki. Ktoś zrezygnował z plastikowych słomek, ale jada ryby.

Mamy ogromną tendencję do demotywowania innych ludzi. Uważamy, że inni robią za mało. Pogardzamy działaniami innych, zamiast wpierać i gratulować. To jest ogromnie przykre. Zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej zrobić coś niż nic. Nawet jeśli nasze zmiany są małe, to zawsze są! Nie jesteśmy superbohaterami. Nie mamy możliwości, żyć tak, aby nie spowodować jakichś szkód na naszej planecie.

 Żyjmy zgodnie z naszym sumieniem. Może nasze działania staną się kiedyś przykładem, ale nie narzucajmy swoich racji. Atak na drugą osobę, nie spowoduje w niej motywacji do jeszcze większych zmian. Wręcz przeciwnie, taka osoba stwierdzi, że w takim razie nie warto nic robić.

Przestańmy więc wszystko krytykować i doceńmy najprostsze zmiany, motywujmy się, zamiast zniechęcać. Może wtedy, nam wszystkim będzie łatwiej. 




Zdjęcie: Obraz ErikaWittlieb z Pixabay 

10 komentarzy:

  1. Tak! Też mnie denerwuje to wytykanie rzekomej "hipokryzji" każdemu, kto stara się zrobić cokolwiek dobrego. Wiadomo, na każdego jakiś hak się znajdzie, a wtedy krytykant może poczuć się lepszy. To jest megaprzykre, bo bardzo zniechęca do ekologii wszystkich początkujących, którzy po zderzeniu z takimi świrami wyrabiają sobie opinię o całym ruchu i szybko mogą dojść do wniosku, że w takim razie nie ma sensu w ogóle się starać, skoro i tak nie uda im się dojść do poziomu "zero".

    Mnie pomaga nieustanne przypominanie sobie, że z nikim się nie ścigam, nie zapisywałam się do żadnej sekty, po prostu idę sobie swoim tempem i robię tyle, ile na tym etapie (lub w tej konkretnej sytuacji) mogę i ile chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to samo! Staram się robić tyle ile mogę i doceniać to :)
      I nie popadac przy tym w skrajności

      Usuń
  2. Mnie dziś trochę zabolała jedna rzecz. Byłam na kawie w towarzystwie rodziny i ktoś zaczął nagle oświecać, że o matko jaki ten plastik zły, ale przecież się od niego nie ucieknie, i w ogóle ile miejsca on zajmuje i że państwo powinno coś z tym zrobić... ;) I pomyślałam "fajnie, może idą w stronę eko" i mówię, że przecież jest wybór, czasami finansowo więcej zapłacimy, ale na dłuższą metę może się okazać, że nie tak bardzo - bo i jogurty i woda w szkle, zresztą przecież kranówka dobra (u nas faktycznie dobra), a ew. można przegotować i w jakiś dzbanek w domu wstawić. I tak mówię, o, nawet teraz mam bidon przy sobie w plecaku. Na co siostra: "No ale i tak pewnie plastikowy! Dużo plastiku masz"... Nawet się nie zreflektowałam, że w sumie to chyba metalowy, nie plastikowy (bo używam od niedawna modelu, i w sumie ukradziony mężowi) i nic nie powiedziałam. Tak jakby właśnie było na zasadzie za albo przeciw, nic pomiędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje są okropnie przykre. Takie popadanie w skrajności najbardziej demotywuje

      Usuń
  3. Każdy, kto pisze takie negatywne komentarze w stosunku do innych osób sam powinien być we własnym rozumieniu hipokrytą, bo używa do tego celu urządzeń elektronicznych. O zgrozo ileż surowców i energii zostało zużyte do produkcji i transportu tego urządzenia! O tym, że działa na prąd też chyba nie trzeba wspominać. A internet? Cała infrastruktura, wszystkie urządzenia połączone w sieć... Wydaje mi się, że każda grupa związana z pewną ideą, czy nawet hobby ma swoich "ultrasów". Mała grupka ludzi, która odstrasza i zniechęca całe rzesze innych entuzjastów. Ale czy naprawdę warto się przejmować? Z tego co obserwuję, wydaje mi się, że zdecydowana większość podziela zdanie autorki bloga, że lepiej robić coś niż nic. Przeginki w żadną stronę nie są dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zgadzam się z Tobą! Szkoda tylko, ze Ci "ultrasi" potrafią najglośniej krzyczec i zepsuc humor na resztę dnia. Nawet jak syaram się olewac takie zaczepki ze strony innych, to ren komentarz zawsze jest gdzies z tylu glowy

      Usuń
  4. Zgadzam się! Zawsze można powiedzieć, że ktoś robi za mało. Ekologia nie jest zero jedynkowa - ograniczasz plastik, ale zwiększasz CO2. Nie jesz mięsa, ale pijesz mleko z nerkowców, które są w większości pozyskiwane w niehumanitarnych warunkach... zawsze coś. Jednak każdy mały krok w stronę bardziej odpowiedzialnego i zrównoważonego życia ma znaczenie i dobrze, że jest coraz więcej ludzi, którzy tak na to patrzą!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lepiej zrezygnować ze słomek niż nie robić nic, nawet jeśli akurat ta słomka nie będzie faktycznym zagrożeniem dla tego przysłowiowego żółwia czy ptaka. Tu chodzi chyba o zasadę! Jestem zwolenniczką takich kampanii, bo dzięki nim ludzie zaczynają czytać o ZW i wkręcać się w to, a to wyjdzie nam wszystkim na dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie właśnie zaczęło się od małych kroków, rzeczy może mało istotnych. Ale malutki krokami zaczęłam starać się bardziej :) Dlatego smuci mnie jak czytam, że ludziom nie podoba się kampania anty słomkowa bo "później nie będą chcieli robić już nic innego". Równiez jestem zwolennikiem takich kampanii :)

    OdpowiedzUsuń