czwartek, 27 września 2018

ŚMIECI W TATRACH


Cały poprzedni tydzień spędziłam w górach, nocując w tatrzańskich schroniskach. W poprzednich latach nie zwracałam uwagi na jednorazowy plastik, z jakim można się spotkać w schronisku. W tym roku jego nadmierna ilość raziła bardzo mocno po oczach.





W schronisku przy zamówieniu śniadaniowym każdy dodatek znajduję się w jednorazowym plastiku. Do dwóch kromek chleba dodawany jest zapakowane malutkie masełko, do frytek (które serwowane są na plastikowym talerzu) dodawany jest paczkowany keczup, miody i dżemy również w mini paczuszkach. Piwo również zaczęto serwować w plastikowych kubeczkach. Jestem przekonana, że w ubiegłych latach podawano normalnie w szkle. Na moją prośbę Pani nalewała do szkła (nie licząc jednego razu). Ilość plastiku jest mocno frustrująca. Nie jestem przeciwnikiem plastikowych produktów, ale ten jednorazowy mnie ciut wpienia.

Takich małych pudełeczek po masłach, dżemach i miodach codziennie wyrzuca się setki.


Całe szczęście w Tatrach ciężko znaleźć śmieci. Nad takimi popularnymi szlakami, jak te na morskie oko, śmieci jest zdecydowanie więcej. Wynika to z innego rodzaju turystów. Miłośnicy gór, którzy pokonują ogromne kilometry, żeby wspiąć się na wysokie szczyty, nie śmiecą tak intensywnie, jak fani konnych fasiągów. 

Najwięcej śmieci, jakie spotkałam na drodze to opakowania po cukierkach. Sądzę, że wiele z tych śmieci nie zostało wyrzuconych z premedytacją. Raz tylko w drodze powrotnej z Trzydniowiańskiego Wierchu koleżanka znalazła opakowanie po żelkach i czekoladzie. Te opakowania były już na tyle sporawe, że tutaj raczej nic nie mogło sobie wylecieć. Zatrważająco dużo jest natomiast petów! Ja naprawdę podziwiam palaczy. Wchodząc na szczyt (z moją kondycją) ledwo łapie powietrze. A tu ktoś sobie jeszcze popala w drodze na górę. Palacze to w ogóle tacy cisi śmieciarze. Często po wypaleniu papierosa, rzucają peta pod nogi. Denerwuje mnie to okrutnie. Idąc po mieście, jednego peta można spotkać co dwa kroki, na przystankach autobusowych to już trzymają się w stadach. W górach się jednak tego nie spodziewałam. Niestety, górskie szlaki nie są wolne od papierosów. Naliczyłam około dwudziestu petów w drodze do schroniska na Ornaku.

Schronisko na Hali Ornak.

Codziennie 5 - znalezione śmieci to najczęściej małe opakowania po słodyczach.


Trzecim najpopularniejszym śmieciem, jaki można spotkać w tatrach, to papierzaki, fuj. Wiem, że podziwianie gór z pełnym pęcherzem jest ciężkie, ale litości. Górom nie jest potrzebna ozdoba, w postaci osikanych chusteczek, zawieszonych na paprociach i porzucanych przy szlakach. Odrażające.

Schroniska na szczęście bardzo ułatwiają recykling! W każdym schronisku są wystawione pojemniki na metal, szkło, plastik, papier i inne. Wszystko jest bardzo czytelnie opisane.

W porównaniu z plażami, tatrzańskie szlaki są dużo czystsze. Oczywiście, gdybym wędrowała sobie bez plecaka i skupiała się wyłącznie na wyszukiwaniu śmieci, znalazłabym ich zdecydowanie więcej.  

Dzięki swojemu prowiantowi, który zabrałam ze sobą w drogę, udało mi się, ograniczyć ogromną ilość śmieci. Jeśli jesteście ciekawi, co ze sobą zabrałam, zapraszam do przeczytania mojego poprzedniego postu.

A jakie śmieci Was najbardziej denerwują na pieszych wędrówkach?  

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z Panią. Kilka razy podczas wędrówki po górach napotkałam również puste butelki po napojach, a co gorsze, po napojach procentowych... Skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie i zaśmiecanie pięknego krajobrazu.

    OdpowiedzUsuń