wtorek, 18 września 2018

SMUTNY LOS KSIĄŻEK


Moja biblioteka jest najbardziej magicznym miejscem, jakie znam. Mam do niej jakieś dwie minuty drogi na piechotę i w chwilę mogę przenieść się w całkiem inny świat. Cały budynek jest oszklony dużymi oknami oraz posiada antresole. Malutkie przejście prowadzi do biblioteki dla dzieci, a ciemnym wieczorem… rozświetla okolicę ciepłym, żółtym światłem. Zwłaszcza późną jesienią i zimą, kiedy robi się ciemno, światło biblioteki kontrastuje z mrozem i ponurymi dniami, dając poczucie bezpiecznego schronienia.



Gdyby książki mogły czuć, byłyby najszczęśliwszymi istotami na świecie. Co takiej książce jest potrzebne do szczęścia? W bibliotece leżą na półkach, zadbane i niezakurzone. Często ktoś po nie sięga, wypożycza i czyta. A kiedy już się nimi człowiek nacieszy, oddaje ponownie do biblioteki, gdzie innej osobie sprawi radość ich czytania. Życie idealne.

Są też książki widma. Zakurzone, poupychane w pudłach, w szafach i na półkach. Zapomniane przez cały świat. Książki, które kiedyś sprawiły komuś radość, a potem zostały porzucone na pastwę losu, gdzie powoli będą marnieć i niszczeć.

W moim domu jest wiele takich książek. Książki, które zostawiłam dla swoich przyszłych dzieci leżą poupychane w pudłach. Książki, które jako nastolatka uważałam za wybitne, a teraz wydają mi się infantylne. Książki, które z jakiegoś powodu mi nie przypadły do gustu, z którymi się nie polubiłam. Gdybym kilka lat temu, te wybitne książki dla nastolatek, oddała do biblioteki lub sprzedała, to sprawiłyby jeszcze komuś radość. Dzisiaj, nawet w bibliotekach odmawiają ich przyjęcia.

Najspokojniejsze miejsce na świecie.

Postanowiłam coś z tym zrobić. Niektóre książki zostawiłam dla przyszłych pokoleń, jeszcze sobie długo poczekają. Inne książki, zwłaszcza te, które wybitnie mi do gustu nie przypadły, oddałam. Zaczęłam od zaniesienia ich do biblioteki. Niestety, książki zostały nieprzyjęte. Postanowiłam wystawić w Internecie. Za drobną sumę – nikt nie chciał. Za darmo – rozpętało się piekło. Wielu ludzi chciało je mieć. Jeśli mam być szczera, nie szczególnie mi ta forma przypadła do gustu. Odniosłam wrażenie, że wielu zainteresowanych tymi książkami, chciała je tylko dlatego, że były za darmo. Może to głupie z mojej strony, ale chciałam, żeby moje książki trafiły w dobre ręce. Do kogoś, kto lubi czytać, a ich nabycie sprawi mu radość. Niektórzy z zainteresowanych byli nawet momentami agresywni i nieprzyjemni.

Z odsieczą przyszedł mi bookcrossing. Szczeciński Bazar Smakoszy zorganizował stoisko, gdzie można zostawić książki i zabrać jakąś inną do domu. Za pierwszym razem podeszłam trochę nieufnie. Zostawiłam tylko jedną książkę. Kiedy wróciłam w to miejsce, po paru minutach, żeby zobaczyć, czy moja książka czeka jeszcze na nowego właściciela, zobaczyłam, że jej nie ma. Poczułam ulgę, bo w moim domu zalegały książki, których nie chciałam. Książki, które zajmowały moją przestrzeń i nie przynosiły mi radości. A teraz, wiedziałam, że komuś się przydadzą. 

Książki nie powinno oceniać się po okładce. Wiem, ale faktem jest, że największym zainteresowaniem cieszyły się nowsze książki, zadbane i bardziej aktualne. Wielu ludzi zostawiało bryki, bardzo poniszczone lektury, albo już nieaktualne prace historyczne. Niestety, takie książki nie znajdywały nowego domu. Dlatego myślę sobie, że nie warto kisić tych mniej wyjątkowych książek w domach na półach. Jeśli jakaś książka nie skradła nam serca, może warto znaleźć jej nowego właściciela. Im nowsze książki, tym również większe zainteresowanie bibliotek. Nowym wydaniem Stephena Kinga – IT, biblioteka by nie wzgardziła. Natomiast dwie sagi zmierzchu nie są już im do szczęścia potrzebne.

Nadal mam sporo książek, do których nie powrócę. Mimo to nie potrafię się ich pozbyć. Cieszę się, że chociaż te najbardziej nielubiane przeze mnie książki, mogły komuś się spodobać.

A Wy pozwalacie wędrować swoim książkom, czy wolicie mieć je pod ręką?