niedziela, 28 kwietnia 2019

EKOLOGICZNE (NIE)POTRZEBNE PRZEDMIOTY




Ekologia stała się modą i bardzo dobrze! Trzeba jednak być ostrożnym, ponieważ producenci wyniuchali dobry zarobek. Pod płaszczykiem ekologicznych rozwiązań, fundują nam kolejne zbędne przedmioty, za które płacimy niemałe pieniądze. 




Na początku można się zachłysnąć wszystkim, co oferuje życie zero waste. Czas jednak weryfikuje wszystko i ostatecznie otrzymujemy malutki pakiet less wasteowego życia.  Czy to źle, że nie udaje nam się osiągnąć całkowitego zera? Nie, wiadomo… byłoby fajnie, ale bycie zero waste, jest naprawdę ciężkie. Wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń. W zabieganym życiu nie każdy ma czas na zakupy do własnych woreczków, kręcenie własnych kremów, kompostowanie czy przygotowanie domowej chemii. 

Na drodze tych wszystkich zabieganych osób, wychodzą producenci i ich ekologiczne… buble. Dzisiaj trochę o tym, jak łatwo się nabrać na coś, czego nie potrzebujemy.

Akcja #zwlasnykubkiem jest coraz bardziej popularna. Bardzo dobrze, ponieważ papierowe kubki generują ogromną ilość odpadów. Więcej o tych szkodliwych cholernikach pisałam tutaj

Warto uświadamiać ludzi, że papierowy kubek, papierem nie jest i szkodzi bardzo mocno planecie. 



Niektórzy zdają sobie sprawę ze szkodliwości papierowych kubków i decydują się na posiadanie własnego. Tutaj chytrze zacierają ręce producenci, którzy na rynek wchodzą ze swoimi wielorazowymi kubkami, które zachwycają nas formą i designem.

Rozumiem, że niekoniecznie każdemu uśmiecha się, śmiganie do kawiarni z kubkiem ceramicznym. Trochę głupio i mało praktycznie. Zastanów się jednak, co się bardziej przyda. Kubek termiczny, który utrzyma ciepło napoju i będzie szczelny? Czy stylowy bambusowy kubek?



Zwykły plastikowy widelczyk z łyżką po pudełku śniadaniowym. Spełnia swoją rolę, zajmuje niewiele miejsca i nie kosztował miliony monet.


Bambusowe rzeczy są prześliczne, nie mogę przejść koło nich obojętnie. Tak samo, jak lekkie i stylowe są… zbędne. Podobnie sprawa ma się ze keepcup – nie uważam, że kupno kubka za sto złotych jest potrzebne. Kolejnym innowacyjnym rozwiązaniem, jakie oferują nam producenci, jest kubek stojo. Tym kubkom można wiele wybaczyć, ponieważ swoją konkurencję przebijają w tym, że są składane. Zajmują niewiele miejsca w torbie, co jest ich największym plusem. Mimo wszystko, jeśli w domu mamy kubek termiczny, darujmy sobie zakup nowego.

Podobnie sprawa ma się ze sztućcami. Bambusowe sztućce z wielorazową słomką. Zachwycają swoim wyglądem, ale ich koszt wynosi od 60 do 100 zł. Mnie cena zwala z nóg. Kuchenne szuflady przepełnione są od sztućców, wystarczy przejrzeć co mamy i wybrać mały widelczyk albo tak jak w moim przypadku, plastikowy widelec z łyżką, które dawno temu było dołączone do pudełka śniadaniowego. Nie przeszkadza mi, że tworzywo jest z plastiku, bo dostał ode mnie drugie życie. 



Dużo rozsądniejsze jest używanie ponownie czegoś, co już mamy, niż kupować nowe.

Największym bublem, na jaki się skusiłam to woskowijka. O tym, jak bardzo mnie to rozczarowało, pisałam już kilka razy. Nie sprawdza się do pakowania kanapek. Nie przybiera kształtu naczynia pod wpływem ciepła dłoni. 
Ceny woskowijek są różne, na rynku można znaleźć również wegańskie opcje, w których zastosowano wosk sojowy, zamiast pszczelego. Swoją pojedynczą sztukę, zakupiłam za 25 zł, ceny na stronach internetowych wahają się od 50 do 120 zł!

Ceny eko produktów zwalają z nóg. Jeśli cenimy sobie styl przedmiotu i aktualnie nie mamy niczego w domu, co można użyć, można rozważyć zakup czegoś nowego. Zastanówmy się, czy naprawdę potrzebujemy wyrzucać pieniądze na coś, co już mamy w domu. Wykorzystywanie ponownie tego, co mamy jest dużo lepsze dla środowiska niż rzucenie w kąt przydatnych rzeczy i kupienie na ich miejsce nowych – ładniejszych. Nie dajmy się nabić w butelkę i pamiętajmy, że we wszystkim najważniejszy jest umiar. Chociaż, kto z nas nie lubi się czasem rozpieszczać nowymi przedmiotami?


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza