sobota, 30 listopada 2019

BLACK FRIDAY




Kiedy Halloween od kilku lat próbuje się przedostać do naszej kultury, pojawiają się głośne głosy sprzeciwu. W końcu to nie nasze i wywodzi się z USA. Takiego problemu już nikt nie ma, kiedy w pełnej krasie i blasku słońca wchodzi prosto z USA cały na biało… czarno – Black Friday. O ile dobrej zabawy i przebieranek można nie lubić, to już produktom za pół darmo nikt się nie oprze. Sklepy to wykorzystują i przebijają czarny piątek o czarny weekend lub nawet czarny tydzień.  


Podczas wyprzedaży, łącznie wszyscy Polacy zostawiają w kasach sklepu około 2,3 mld złotych. Najchętniej kupuje się odzież, obuwie i sprzęt elektroniczny. Zniżki sięgają nawet do -70%. Nic dziwnego, że ten dzień jest atrakcyjny dla klientów. Zwolenników czarnego piątku jest dużo, ale pojawiają się też głosy sprzeciwu.

Przeciwnicy szalonych wyprzedaży zachęcają, aby w ten dzień powstrzymać się od zakupów i nie napędzać spirali konsumpcjonizmu. Z jednej strony ogromne promocje są kuszące dla większości, z drugiej dużo taniej wyjdzie niekupienie niczego.

Myślę, że problemem nie jest Black Friday sam w sobie. Gdybym musiała kupić nową lodówkę lub pralkę, to też bym wolała kupić ją o połowę taniej. Problem pojawia się wtedy, kiedy kupujemy impulsywnie. Wchodzimy do sklepu i wszystko, co przecenione ląduje w naszym koszyku. W końcu tanie, a za tą cenę nie będzie żalu wyrzucić.   

I w tym jest największy problem. Po co wydawać na coś, co zaraz wyrzucimy? Równie dobrze można wziąć banknot, podrzeć i wyrzucić do śmieci. Efekt będzie taki sam.

Sama unikam sklepów w ten dzień, przerażają mnie tłumy i ścisk ludzi bijących się ze sobą o coś przecenionego. Ludzie różnie zachowują się, kiedy w grę wchodzą niskie ceny. Wszyscy chyba znamy filmy, w których ludzie biją się o karpia lub torebkę w Lidlu.

Do końca stycznia promocji będzie czekać nas całkiem sporo. Jakoś w trakcie świąt ceny zawsze windują w górę, żeby zaraz po świętach i po nowym roku polecieć w dół. W okresie przed świątecznym możemy tłumaczyć się tym, że kupujemy dla bliskich prezenty, ale po świętach pokusa kupowania na promocjach będzie czysto impulsywna i już żadnych wymówek nie będzie.

Sama w tym roku nic nie kupiłam, chociaż gdyby moje upatrzone od kilku dni buty, zostały przecenione, pewnie bym się nie zastanawiała. Szczerze uważam, że z promocji warto korzystać, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę wiemy, co chcemy i czego potrzebujemy.