sobota, 7 grudnia 2019

BLOGMAS #4 ZA CO KOCHAM ŚWIĘTA



W kwestii świąt jestem jak Ebenezer Scrooge, ale jest kilka rzeczy, za które je lubię. Zawsze wolałam Wielkanoc, ponieważ jest to święto bez „napinki”. Podczas świąt Bożego Narodzenia skupiamy się na prezentach, porządkach i gotowaniu, zapominając o tym, co naprawdę jest ważne.
Co więc sprawia mi radość?


CZEKOLADOWE MIKOŁAJE

Jako dziecko, nienawidziłam czekoladowych Mikołajków. Powód dosyć przerażający, ale zdzieranie sreberka z Mikołaja i zjadania mu głowy, wydawało mi się jakieś sadystyczne. Chociaż byłam słodyczożercą, to akurat czekoladowe Mikołaje stały w domu tak długo, aż skończyła się ich data ważności. Kiedy dorosłam, zjadanie czekoladowych postaci, przestało mi się kojarzyć z zabawą w kanibalizm.  Teraz, te słodycze należą do moich ulubionych. Tylko w święta jest taki wybór czekolad, które nie są zapakowane w plastik. Sreberko można wrzucić do żółtego pojemnika, podlega łatwemu recyklingowi. Przyjemne z pożytecznym (aluminium jest najlepszym tworzywem podlegającym ponownemu przetworzeniu).

ŚWIĄTECZNE OZDOBY

Dawno temu zazdrościłam tym, którzy mieli choinki w jednolitych kolorach. Taka choinkowa moda, wszystko na czerwono, srebrno albo złoto, liczyła się jednolita kolorystyka i estetyka. Od kilku lat nie mogę przestać zachwycać się wszystkimi bombkami, jakie zawieszam z mamą na świątecznym drzewku. Niektóre świąteczne ozdoby pamiętają lata 70 lub nawet wcześniejsze. Z wieloma bombkami mam różne miłe wspomnienia. Srebrna mała gwiazdka przypomina mi o zajęciach, jakie miałam z katechetką przed bierzmowaniem, a malutkie szklane bombki wielkości piłki do ping-ponga przypominają mi święta, kiedy byłam małym dzieckiem. Nieskromnie powiem, że moja choinka jest najpiękniej ozdobiona. W swoim chaosie i nieporządku emanują od niej same dobre wspomnienia.

CHOINKA

Zostając w tematyce choinek, to u mnie w domu zawsze jest prawdziwa. Z tatą mamy patent, polegający na tym, że wchodzimy i kupujemy. Kiedyś w poszukiwaniu idealnego drzewka, potrafiliśmy przełazić całe miasto. Całkiem niepotrzebnie, bo choinka to choinka. Wszystkie są piękne. Dzięki temu, że świąteczne drzewko jest prawdziwe, w domu pięknie pachnie i to nadaje jeszcze bardziej świątecznego klimatu.



KOLACJA WIGILIJNA

Najważniejsza jest kolacja wigilijna, bez niej to nic się nie liczy. Moje ulubione posiłki podane jednego dnia. Sałatka jarzynowa, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz, krokiety i sos grzybowy. Uwielbiam wigilię za to, że jest postna. W wigilię na stołach nie powinno być mięsa, wszystko jarskie. Niestety, utarło się w naszym rozumowaniu, że ryba nie jest mięsem. Moją największą bolączką jest kupowanie żywych karpi, żeby ukatrupić je dzień przed świętami. U mnie na szczęście nikt z krewnych tak nie robi. Szczerze byłoby mi ciężko cieszyć się miłosierdziem, wiedząc, że ktoś przyniósł do domu rybę z hipermakretu, zapakowaną w foliowy worek z jakąś kratką „pozwalającą oddychać”, potem trzymał w wannie, żeby samemu ją zabić. Więcej o karpiach pisałam rok temu – tutaj. Miałam jednak skupić się na pozytywach. Jest to dla mnie wyjątkowa okazja, gdzie mogę zjeść z rodziną dania bezmięsne i nikt nawet nie wspomni o jego braku. Chociaż muszę przyznać, że akurat moja rodzina od jarskich dań nie wybrzydza.

Kiedy tak myślę o moich świętach, trochę jest mi przykro. Nie mieszkam z rodzicami od dwóch lat, jestem na ostatnim roku magisterki. Oznacza to, że jedną nogą jestem już w tym dorosłym świecie i niedługo ja będę tworzyć święta dla swojej rodziny. Nie w każde święta będę mogła wybrać choinkę z tatą i lepić w kuchni z mamą pierogi. Z jednej strony czuję satysfakcję na myśl o pierwszych zorganizowanych przez siebie świętach, z drugiej jest mi przykro, że już pewien etap się kończy.

No cóż, nawiedził mnie duch przyszłych świąt i trochę zrobiło mi się żal, że czas tak szybko leci. Pozostaje mi się więc cieszyć tymi świętami na całego.

A wy, za co kochacie święta?




Zdjęcia: kaboompics


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza