poniedziałek, 25 maja 2020

20 RZECZY, KTÓRYCH NIE KUPUJĘ




Posty o rzeczach, których się nie kupuje, to bardzo popularne wpisy na wielu minimalistycznych blogach. Pisała o tym również niedawno renaturat, a mnie tak spodobał się ten pomysł, że musiałam zrobić swoje zestawienie. Od kiedy jestem bardziej świadomym konsumentem, do mojego koszyka na zakupy trafia mniej zbędnych rzeczy. Czego więc nie ma w moim domu?

1. PIANKA DO GOLENIA


Moja skóra jest naprawdę mało wymagająca. Mogę stosować kosmetyki z kiepskim składem, nie używać w ogóle balsamu, a ona i tak ma się całkiem dobrze. Mieszkając jeszcze w domu rodzinnym, podbierałam piankę do golenia tacie, ale nigdy w życiu nie kupiłam pianki do golenia dla siebie samej. Powód jest bardzo posty. Z łatwością mogę golić ciało na samo mydło lub nawet wodę. Pianka do golenia jest więc dla mnie całkiem zbędna.

2. ŻEL POD PRYSZNIC


Zawsze zazdrościłam chłopakom jednego żelu do wszystkiego. Jedna buteleczka była żelem do twarzy, ciała i szamponem do włosów. U kobiet może się w głowie poprzewracać. Ilość wariantów zapachowych i nowości powoduje, że po każdej wizycie w drogerii wraca się z nową buteleczką. Ostatecznie pod prysznicem jest kilka nowych kosmetyków, wszystko pootwierane, nic nie jest zużyte do końca. U mnie kiedyś tak było i ogromnie mnie to irytowało. Zamieniłam plastikową butelkę żelu na kostkę mydła. Dopóki nie zużyje do końca kostki, nie otwieram nowego produktu. Jest to dla mnie bardzo przyjemne. Po pierwsze nie zagraca mi przestrzeni w łazience, po drugie jest dużo bardziej ekologiczne.

3. WODA W BUTELCE


Wodę w plastikowej butelce kupuje tylko w sytuacjach, kiedy zapomnę ze sobą swojej butelki. Przez te trzy lata zdarzyło się to z siedem razy. Wodę piję prosto z kranu lub filtra. W zależności od tego, gdzie akurat mieszkam. W moim poprzednim mieszkaniu woda była idealna prosto z kranu. Niestety, po przeprowadzce musiałam wodę zacząć filtrować. Oszczędzam dzięki temu 365 butelek 1,5 litrowych.

4. PLASTIKOWE TORBY NA ZAKUPY


Unikam zarówno zrywek, jak i większych toreb. Produkty pakuje luzem lub do specjalnych worków. Mam również przy sobie małą składaną reklamówkę, która mieści mi się do kieszeni kurtki. Jeśli jej zapomnę, biorę kartonik ze sklepu. Dzięki temu nie mam już szafy wypełnionej reklamówkami.



5. PEELING DO CIAŁA




Na taki peeling weźmie mnie ochota raz na ruski rok. Nie chcę więc, żeby jakiś produkt stał i marniał w domu. Wybieram domowej roboty peelingi. Po kawowym jest sporo bałaganu, ale na skórę działa cuda.


6. PŁYN DO PŁUKANIA UST


W poprzednim poście opisałam swoją higienę jamy ustnej bez plastiku. Jedyną rzeczą, którą sama wykonuję, jest płyn do płukania. Jest on naturalny i dużo przyjemniejszy w stosowaniu, niż płyny na bazie alkoholu, które wypalają mi jamę ustną. O płynie pisałam tutaj.

7. OBUDOWY NA TELEFON


Od kilku lat mam tylko jedną obudowę. Zajechana jak panie domu przed świętami, ale póki spełnia swoją funkcję, to jej nie wymieniam. Bardzo często widzę posty osób, które odsprzedają swoje kolekcje casów. Ja ich nie kolekcjonuje i nie widzę potrzeby wymiany obudowy do mojego outfitu.

8. TORBY PREZENTOWE


O tym pisałam w poście o wędrującej torebce. Te torby są niezwykłe. Prawie nigdy ich nie kupujesz, a one zawsze są w domu. Zbieram je do jednej większej torby i kiedy przychodzą święta, pakuje w nie prezent.

9. KUBKI


Nienawidzę kubków. Brzmi dosyć radykalnie, ale nic mnie tak nie denerwuje, jak upychanie setki kubków na półce. Do tego wszystkie są z innej parafii. Kilka prezentowych, kilka ze starej zastawy po babci, a jeszcze inne kubki reklamowe, z logiem firm, których nie kojarzę. W domu jest trzech domowników, a kubków jak dla wojska. Z całą pewnością nie potrzebuje ich więcej do szczęścia.

10. DŁUGOPISY


Marzy mi się piękne pióro i tak mi się marzy od kilku lat. Nie kupuję jednak, bo w domu zawsze jest czym pisać. Długopisy mnożą się jak grzyby po deszczu. Przyjechałam do Gdańska z jednym długopisem, a aktualnie mam ich już całą garść. To wszystko to jakieś niepotrzebne gadżety, które rozdawane są na konferencjach lub wykładach uniwersyteckich.

11. PAMIĄTKI Z WAKACJI


Jako dziecko przywoziłam z wakacji multum pamiątek. Nic nie było związane z miejscem, w którym byłam. Mam więc do tej pory szklane łabędzie i porcelanowe żółwie. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego, nie wiem za ile. Ani to ładne, ani sentymentalne. Nie potrzebne mi również ciupagi z napisem „Zakopane”, T-shirty (które kiedyś kolekcjonowałam z podróży) ze śmiesznymi napisami lub bransoletki z muszelek. Najlepszą pamiątką są dla mnie zdjęcia. Zamiast na duperele wolę wydać pieniądze na jedzenie. Znajomym natomiast wysyłam pocztówki. Nie jest to zero waste, ale jest zdecydowanie bardziej urokliwe. Wyjątek robię dla zapalonych kolekcjonerów, którzy zbierają magnesy lub naparstki. Dla samej siebie nie kupuje nic.

12. GUMKI DO WŁOSÓW


Dla mnie jest to kolejna magiczna rzecz, która z uporem maniaka lubi się gubić.  Za każdym razem, kiedy myślę, że zgubiłam już swoją gumkę do włosów, odnajduję ją razem z innymi gumkami. Raz mam ich zero, a za chwilę trzy. O ile gumkę do włosów zawsze znajdę, to spinkę już nie. W tym roku skusiłam się tylko na jedną, po miesiącu zaginęła. Była to dla mnie dosyć dobitna informacja, że nie warto inwestować w to nawet grosika.

13.  JEDNORAZOWE MASECZKI


Kiedy zaczęła się pandemia, pomyślałam, że zakupię trochę jednorazowych maseczek w saszetkach i zrobię sobie domowe SPA. Skład większości maseczek szybko ostudził moje zapędy. Alkohol, PEG, SLS nie brzmią dla mnie ekskluzywnie. Zostaje więc przy domowych maseczkach i glinkach.

14. UBRANIA W SIECIÓWKACH



Jeśli czytaliście mój post prawdziwa cena szybkiej mody, to prawdopodobnie wiecie, jaki mam stosunek do większości sieciówkowych sklepów. W mojej szafie mam niewiele ubrań, które po zakupie w galerii handlowej, przetrwały kilka lat. Niestety, z 80% sieciówkowych ubrań, które kupiłam przez ostatnie siedem lat, wylądowały w koszu. Ubrania szybko się mechacą, rozciągają lub elektryzują. Nie chcę wydawać swoich pieniędzy na produkty, które posłużą mi maksymalnie dwa lata. Dlatego większość swoich ubrań kupuje z drugiej ręki. Wyjątek stanowią tylko buty, bielizna i zimowe kurtki.





15. PŁYN DO MYCIA SZYB


Skórki po cytrynie zalewam octem i rozdrabniam z wodą. Kupne płyny poszły w odstawkę.

16. ŚWIECE


Przez całe swoje życie kupiłam może dwie zapachowe świecie i trochę żałuję tego zakupu. Zapachowe świeczki przeważnie mnie drażnią, do tego zamiast ciepłego i romantycznego nastroju, czuje się jakbym była na cmentarzu.

17. PAPIEROWE KSIĄŻKI


Pewnie nie jednej osobie zatrzymało się serce, widząc tę pozycję. To prawda, nie kupuje nowych papierowych książek. Większość książek, które chcę przeczytać, są dostępne w miejskich bibliotekach. Jeśli czegoś nie ma, decyduję na wersję elektroniczną na ebooka. O smutnym losie książek pisałam tutaj.


18. SUCHY SZAMPON


W szkole średniej moje włosy jednego dnia wyglądały ok, a po przebudzeniu miałam wielkie ugniecione gniazdo, którego szczotka nie mogła rozczesać. Podpatrzyłam, że moje koleżanki używają suchych szamponów i nie chcąc być gorsza, zakupiłam sobie podobny kosmetyk. Szampon sprawował się dobrze, ale nigdy nie były to jakiś mój ulubieniec. Na studiach znalazłam filmik na domowej roboty puder na bazie skrobi ziemniaczanej. Jako puder się nie sprawdził, ale jako suchy szampon już tak. Kiedy moje włosy nie prezentowały się tak dobrze, wklepywałam sobie niewielką ilość skrobi ziemniaczanej, wmasowywałam w głowę i rozczesywałam. Brzmi jak totalna abstrakcja, ale to naprawdę działa!

19. LAKIERY DO PAZNOKCI


Mam tylko jeden lakier, który dostałam w prezencie urodzinowym. Używam go raz na jakiś czas, kiedy uda mi się trochę zapuścić paznokcie. Wiele lat obgryzałam paznokcie i niestety nie są one najładniejsze, dlatego wolę wmasować w nie olejek, aby ładnie lśniły. Lakier wystarczy mi więc tylko jeden, na specjalne okazje. Im większy wybór kolorów, tym dłużej czasu spędzamy na wybieraniu. Każda dziewczyna chyba to zna.

20. ODŚWIEŻAĆ POWIETRZA


Tak jak w przypadku świec, sztuczne zapachy mocno mnie drażnią. Kiedy jeszcze morska bryza łączy się z zapachem z toalety, to już w ogóle jest jakaś kumulacja zapachowa, której nie daję rady wdychać.


Powyższych rzeczy nie kupuję, bo w moim życiu nie są tak potrzebne, jak wcześniej myślałam. Nie oznacza to jednak, że każdy musi mieć tak samo. Może akurat to, co dla mnie jest zbędne, dla Was jest niezastąpione. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza