czwartek, 28 maja 2020

ŚLAD WĘGLOWY MOICH UBRAŃ W 2019 ROKU



Przyznam się bez bicia, że przez zeszły rok chodziłam dumna jak paw. Wydawało mi się, że tak mało produkuje śmieci i jestem idealnym przykładem życia w stylu zero waste. Znalazłam jednak film na YT Agaty Bokiej, w którym za pomocą strony thredup analizuje ślad węglowy swojej szafy w 2019 roku. Postanowiłam również wyliczyć swój. Zaczęłam wypisywać wszystko to, co kupiłam w zeszłym roku. Byłam przekonana, że moja lista skończy się na maksymalnie sześciu pozycjach. Niestety, ilość ubrań rosła i rosła.

Początek roku 2019 był dla mnie wyjątkowo intensywny pod względami środowiskowymi. Próbowałam wtedy diety roślinnej, produkowałam miesięcznie garstkę śmieci i starałam się kupować wyłącznie ubrania z drugiej ręki. Narzuciłam na siebie bardzo dużo, co skutkowało tym, że w połowie roku pękłam. Machnęłam na wszystko ręką. Wróciłam ponownie do diety wegetariańskiej i obkupiłam się w sklepach z szybką modą. Myślę, że przez sam okres wakacji wyprodukowałam największy ślad węglowy. Po wakacjach ponownie zaczęłam żyć bardziej świadomie, unikać zbędnych zakupów oraz odżywiać się w większości roślinnie. Przejdźmy jednak do konkretów. Jaki ślad węglowy wyprodukowała moja szafa w 2019 roku?

W zeszłym roku zakupiłam 23 sztuki odzieży (nie wliczam tutaj nowych butów i plecaka) Naprawdę nie spodziewałam się sama po sobie, że jestem w stanie kupić, aż tyle odzieży. Niestety, większość z nich została oddana, albo jest nieużywana i leży w szafie. W całym tym zestawieniu kupiłam 9 ubrań z drugiej ręki. Ponad połowa moich ubrań była zakupiona w sieciówkach. Z całej tej ilości tylko 10 egzemplarzy zdało egzamin. Kiedy robiłam to całe zestawienie, oczy o mało nie wyszły mi z orbit.  


1.  W ciągu zeszłego roku kupowałam około 2 ubrań na jeden miesiąc.


2. W zeszłym roku kupiłam 7 górnych części garderoby. 3 T-shirty (w tym jedna obowiązkowa fundacji, w której jestem wolontariuszem), jedną bluzę, stanik i bluzka z H&M oraz flanelową koszulę. Z dołów było łącznie 6 par spodni (z czego tylko trzy pary używam nadal), 2 spódniczki, jedne rajstopy i bieliznę. Kurtki zakupiłam sztuk dwie. Jedną zimową i jedną przejściową. Wszystkie sukienki były z lumpeksu (tylko dwie z nich używam, trzecią oddałam), do sukienek zaliczę jeszcze strój kąpielowy, bo nie bardzo wiem, w jaką inną rubrykę go dać.


3. Przez stronę vinted zamówiłam kurtkę przejściową, strój kąpielowy, jedne jeansy, T-shirt fundacji. Z tych wszystkich rzeczy używam tylko kurtkę i nie jestem zadowolona z niej jakoś szczególnie.


4. Ubrań nie zwracam do sklepu. Najczęściej oddaję na trójmiejskiej grupie.


5.  10 produktów z drugiej ręki, 13 nowych.


6. Tutaj miałam trochę mały kłopot, bo nie bardzo wiem, czy chodzi o wypożyczalnie ubrań, czy o pożyczanie od koleżanek. Zdarzyło mi się w zeszłym roku pożyczyć dwie sukienki na wesela, więc potraktuje to pytanie jako wypożyczanie od kogoś.


7. Pranie staram się robić raz w tygodniu, plus raz w miesiącu piorę pościel.


8. Ubrania zawsze piorę w 30 stopniach, wyjątek robię tylko dla ręczników i pościeli.


9. W zeszłym roku nic nie oddałam do pralni chemicznej. 


10. Z ubrań zwęziłam tylko jedną sukienkę, zacerowałam spodnie i skarpetki.


11. Do kosza bezpośrednio wyrzucam tylko bieliźniane sprawy. To tak około 1% ląduje w śmieciach.


Mój wynik to: 393 lb= 178.2618 kg

Kupując swoje ubrania, wyprodukowałam tyle śladu węglowego, ile podczas dwukrotnego lotu z San Francisco do Los Angeles.

Może na tle innych konsumentów nie wypadam źle, ale dla mnie ten wynik jest fatalny. Czuje jakiś ogromny żal do siebie. Myślałam, że jestem bardziej świadomym konsumentem. Tymczasem ponad połowa ubrań, które zakupiłam w zeszłym roku, okazały się bezużyteczne. Ten wynik nie uwzględnia jeszcze innych rzeczy, które zakupiłam w 2019 roku, takich jak buty, plecak i pościele.

Cieszę się bardzo, że trafiłam na tę stronę. Miałam szansę zobaczyć, jaki rzeczywisty wpływ na środowisko mają moje wybory konsumenckie. Bardzo mocno zweryfikowało to moje zdanie na swój temat.  Pociesza mnie bardzo to, że od 2020 roku kupiłam tylko dwie rzeczy. Obie z polskich etycznych marek. Nawet nie sam wynik ostudził mój zapał do zakupów. Największe wrażenie zrobiło na mnie wypisanie wszystkich ubrań i zweryfikowanie tego, co noszę, a co musiałam oddać. Z tych wszystkich 23 produktów, raptem 5 jest często przeze mnie używanych. To właśnie też te 5 rzeczy były mi bardzo potrzebne. Reszta niestety była całkowicie zbędna.

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wstydu trochę jest. Przez cały zeszły rok gadałam o świadomych zakupach, a tu wychodzi na to, że sama siebie nie słuchałam. Mam nadzieję, że ten rok będzie dużo lepszy.


A jak u Was z wynikami? Tez jesteście green queen? 





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza