czwartek, 7 maja 2020

ŻAŁUJĘ, ŻE TO KUPIŁAM – NIETRAFIONE PRODUKTY ZERO WASTE


Nie wszystko to, co miało ograniczyć plastik w moim życiu, okazało się strzałem w dziesiątkę. Na mojej liście znalazło się trochę takich produktów, które mimo przyjaznego wpływu na środowisko, dla mnie były prawdziwym utrapieniem. Dzisiaj lista produktów, które okazały się zbędne lub zupełnie nietrafione.

KUBECZEK MENSTRUACYJNY


Nie znalazłam nikogo, kto powiedziałby, że jest niezadowolony z kubeczka menstruacyjnego. Słyszałam za to same zachwyty, dlatego mimo wielu niepowodzeń próbowałam dalej. Kubeczek stosowałam ponad rok. Początkowo myślałam, że może nie trafiłam z pierwszym kubeczkiem, dlatego zakupiłam kolejny, już innej marki. Niestety, zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, kubeczki okazały się w ogóle ze mną nie współpracować. Gdybym była bohaterką w filmach Marvela, to kubeczek menstruacyjny byłby moim największym antagonistą. Nie czułam się z nim w ogóle komfortowo, a jego wyjęcie za każdym razem sprawiało mi ogromny problem. Im więcej czytałam pozytywnych opinii, tym bardziej myślałam, że chyba coś ze mną jest nie tak. Skoro ten kubeczek odpowiada absolutnie każdemu, to czemu ja jestem jakimś wyjątkiem? Podobno do trzech razy sztuka, ale szkoda mi trochę pieniędzy na coś, co znowu może okazać się klapą. Nie było chyba niczego, co spodobałoby mi się w kubeczku. Szkoda, bo produkty do higieny jednorazowego użytku nie są najzdrowsze dla naszego ciała, a na pewno nie są dobre dla środowiska.

WIELORAZOWE TORBY


Uważam, że wielorazowe torby na warzywa i owoce są bardzo przydatne. Problem w tym, że ja popadłam w zbieractwo. Całą szufladę zarówno tę w Szczecinie, jak i w Gdańsku mam wypełnioną wielorazowymi torbami. Niektóre woreczki uszyłam z resztek moskitiery, inne są po workach na buty (te używam najchętniej, bo są lekkie i trwałe). Większość rzeczy jednak pakuję luzem. Do woreczków lądują głównie ziemniaki i większe ilości jabłek. Ostatecznie przydałyby mi się maksymalnie dwa worki na warzywa i owoce, i jeden na chleb. A ile tego mam? 5 małych woreczków na produkty sypkie, 12 woreczków na warzywa i owoce, 3 woreczki na chleb. Wszystkiego jest najzwyczajniej w świecie za dużo. Przynajmniej na moje potrzeby.

SŁOMKI


Nie jestem tym typem człowieka, który uważa, ze słomki są całkowicie zbędne. Osoby, które dbają o zdrowe szkliwo, dobrze wiedzą, że poranną wodę z dużą ilością cytryny lepiej wypić przez słomkę. Osoby, które o zdrowie dbają trochę mniej, również dobrze wiedzą, że wielokolorowe drinki wchodzą smakują lepiej przez słomkę. Problem w tym, że przy kupnie wielorazowych rurek do picia, uległam starym nawykom. Zamiast wykorzystać to, co już mam w domu, zachciało mi się kupić coś, co jest takie ładne i będzie wyglądać stylowo na zdjęciach. W domu miałam dwie wielorazowe słomki (po takich słoiczkach z przykrywką). Mimo że plastikowe świetnie się nadają do picia, łatwo się je czyści i co najważniejsze – już je miałam. Najważniejsze w idei zero waste jest to, aby wykorzystywać ponownie. Ostatecznie nowe metalowe rurki zalegają na dnie szafy, a to te stare ciągle mam gdzieś pod ręką.


WAŁEK JADEITOWY


Nie jest to  coś z serii „niezbędnik zero waste”, ale jest to jeden z elementów naturalnej pielęgnacji. Masaż twarzy jest bardzo przyjemny, poprawia elastyczność skóry i krążenie krwi. Włożony do lodówki na noc, rankiem miał przynosić przyjemne ochłodzenie spuchniętej buzi. Zakup ponownie kierowany potrzebą posiadania czegoś stylowego, co polecają inni. I ponownie zbędny. Do masażu twarzy najlepiej sprawdzają się własne dłonie. Na YouTube jest sporo filmów i technik pokazujących jak wykonywać masaż za pomocą dłoni, który poprawi stan naszej skóry i to bez pomocy gadżetów.


WOSKOWIJKA


Jest to absolutnie zbędny gadżet. Zamiast folii spożywczej, jedzenie można przykryć talerzykiem, lub przepakować do wielorazowego pudełka. Kanapki również można zapakować w czystą ściereczkę kuchenną lub pudełko. Skusiłam się jednak, bo uległam temu, co pokazują dziewczyny na swoich Instagramach. Byłam przekonana, że dla woskowijki znajdzie się miejsce w kuchni i zawsze się do czegoś przyda. Problem w tym, że ona absolutnie nie dopasowywała się pod wpływem ciepła rąk do naczynia. Jako opakowanie do kanapek nie przypadła mi również do gustu. Ostatecznie skończyła gdzieś na dnie szafy. Próbowałam ją ostatnio reanimować. Oczyściłam z tego wszystkiego, co przez kilka miesięcy przykleiło się do niej w szafie. Niestety, wosk się zrolował, cała ściereczka jest pokryta jakby piaskiem. Zdecydowanie to był zbędny zakup.

NATURALNA PIELĘGNACJA


Łazienka była najłatwiejszym miejscem do wyeliminowania plastiku. Szybko żele do buzi zastąpiłam naturalnymi mydłami z Aleppo. Zapach mydła był wyjątkowo odpychający, chłopak nie podchodził do mnie na krok. Szybko zaczęłam szukać jakiejś alternatywy. Opcja wymiany chłopaka nie wchodziła w grę, więc w mojej łazience pojawiało się coraz więcej nowych kosmetyków. Od mydeł w kostce, po naturalne oleje w stylowych szklanych butelkach. Szybko przekombinowałam, a moja skóra ogromnie to odczuła. Takich problemów z cerą nie miałam nigdy. Nie zrozumcie mnie źle, naturalna pielęgnacja jest super. Trzeba jednak wiedzieć co do czego i jakie kosmetyki dobierać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Wróciłam więc do żelu w plastikowej tubie, który sprawdza się dobrze. Od tej pory mam niewiele kosmetyków. Mimo że w plastiku, to mi służą. Moja łazienka nie jest zero waste, ale jest minimalistyczna.



Długo zastanawiałam się, czy jest jeszcze coś, co rozczarowało mnie w ograniczaniu plastiku. Nic innego nie wpadło mi do głowy. Kubeczek menstruacyjny i woskowijka to przykłady typowych dla mnie bubli. Pozostałe rzeczy, które wymieniłam, to wina braku umiaru, „dawania się robić” i braku zdrowego rozsądku.

Cieszę się, że wyleczyłam się z myślenia o zero waste, jak o szpanerskim stylu życia z masą pięknych drewnianych i metalowych rzeczy. Po latach nauczyłam się w końcu, czym jest umiar. Posiadanie wielorazowej plastikowej słomki i jednego żelu do twarzy w plastikowej tubce jest lepsze dla środowiska, niż kupowanie multum zbędnych rzeczy, które ktoś polecił, ponieważ są bez opakowania. Najbardziej ekologiczny jest umiar! Niby zawsze o tym wiedziałam, ale jednak – złe przyzwyczajenia dają o sobie znać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza