środa, 10 czerwca 2020

CO MNIE IRYTUJE W ZERO WASTE



Ostatnio podzieliłam się z wami tym, co osiągnęłam dzięki zero waste. Dzisiaj chciałabym trochę pomarudzić i opowiedzieć o tym, co mnie irytuje. Nie ukrywam, że znalezienie wad zajęło mi o wiele mniej czasu. Chociaż odpowiedzialna za to może być moja mało optymistyczna natura, a nie wady jako takie.

GO HARD OR GO HOME

Ten punkt można przypisać chyba wszystkiemu, co robimy w życiu. Nie ważne, czy mówimy o ekologii, weganizmie, ćwiczeniach na siłowni. Zawsze i wszędzie trafi się grupa ludzi, którzy będą wytykać Ci błędy. Wszystko robisz źle i nie tak, jak życzy sobie ta druga osoba. A przecież tylko tamta osoba wie, jak powinno się żyć. Strach podzielić się jakimś odkryciem z innym, bo zaraz ktoś zarzuci, że przecież to wcale nie jest ekologiczne. Kiedy pokazujesz komuś sojowe kiełbaski, zaraz ktoś krzyczy, że są w plastiku. Jeśli kupisz mięso do własnego pudełka, to za chwilę ktoś się oburza, że mięso nie jest ekologiczne. O ile opinie obcych ludzi można zignorować, to śmieszkowania bliskich już nie. Gdybym dostawała złotówkę za każde: „taka pani ekologiczna jesteś, a robisz tak”, to byłoby mnie już stać na powiększony zestaw popcornu w kinie. Czasami myślę, że ludzie tylko czekają, żeby zobaczyć nas z plastikową butelką, aby triumfalnie wytknąć nam naszą hipokryzję.

OGRANICZAM SIĘ

Zdarza się, że zanim coś kupię, to chorobliwe długo podejmuje decyzję. Bywa tak, że po dwóch miesiącach rozmyślań, wychodzę z założenia, że jednak tego nie potrzebuję. Jednak przez te dwa miesiące obsesyjnie przeglądam stronę lub odwiedzam sklep, w którym jest dana rzecz. Analizuje godzinami, czy coś będzie mi potrzebne lub nie. Przeważnie decyzję podejmuje szybko, o sprawie zapominam i problem z głowy. Bywają jednak takie przedmioty, które nie dają mi spokoju.



WSZYSCY WIEDZĄ, ŻE TY WIESZ

Na samym początku było to dla mnie miłe. Ludzie wiedzieli, że interesuję się tematem ograniczania śmieci i często wysyłali informacje dotyczące środowiska. Wymieniali ze mną swoje spostrzeżenia i obawy, co było miło. Na dłuższą metę, jednak jest to męczące. Film o tym, jak ktoś maltretuje zwierzęta, jak gdzieś płonie nielegalne wysypisko śmieci lub artykuł o łamanych prawach ludzi uświadamia mi moją niemoc, która prowadzi do następnego punktu.

WIELKIE SMUTKI

Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. To chyba złota zasada życia. Im więcej czytam o przemysłowej hodowli zwierząt, globalnym ociepleniu, sytuacji pracowników w szwalniach oraz wpływie plastiku na naszą planetę, to mam najzwyklejszego doła. Czuję ogromną niemoc i smutek, że tak wielu ludzi ignoruje problem.

REPTYLIANIE I EKOLODZY W JEDNYM WORZE

To nie podstawówka i tutaj nikt mnie nie gnębi za moje wybory. Jednak głęboko pod skórą czuję, że ludzie się dziwnie patrzą. Kiedy mówię o ograniczaniu mięsa, śmieci i etycznych wyborach konsumenckich, niektórzy kategoryzują to jako „coś nienormalnego” i dają mi tę samą etykietkę, co ludziom wierzącym w płaską ziemię lub ludzkie jaszczurki mieszkające na naszej planecie.

Nie zawsze jest łatwo, ale korzyści płynące z zero waste są znacznie większe. Powyższe powody bywają męczące, ale nie przeszło mi przez głowę, żeby dla świętego spokoju wrócić do starych nawyków. O pozytywach płynących z ZW pisałam więcej tutaj. Mam nadzieję, że podzielicie się swoimi opiniami na temat tego, co was irytuje lub smuci.

 

 

 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza