wtorek, 23 czerwca 2020

PRANIE ZERO WASTE


Czytałam wiele postów na temat przygotowania własnego proszku do prania. Wystarczą trzy składniki, trzy minuty roboty i proszek gotowy. Szybki, tani i podobno skuteczny. Niektóre z babeczek, na blogach o tematyce ekologicznej, przekonują nawet, że proszek nadaje się do pieluch wielorazowych. Ja swoich latorośli jeszcze na ten świat nie sprowadziłam, ale w swoim życiowym dorobku osiągnęłam kilka koszul, spodni, bielizny w zestawie z regularnie pojawiającymi się plamami.

Do tworzenia własnych środków do prania byłam nastawiona bardzo pesymistycznie. Po pierwsze przerażały mnie te wszystkie nazwy. Później gdzieś przeczytałam o skutkach ubocznych boraksu. Następnie o tym, że wykonując proszek, należy mieć rękawiczki, ponieważ niektóre składniki mogą działać drażniąco. Nie wiem jak Wy, ale ja jak słyszę, że do czegoś trzeba ubierać rękawiczki, to tracę całkowicie zaangażowanie w produkcję czegokolwiek.

KULA ECOZONE

Dlatego dwa lata temu zainwestowałam w kulę piorącą marki ecozone. Kula jak na studenckie standardy jest cholernie droga. Zapłaciłam za nią coś koło 160 zł (teraz z tego, co widzę trochę potaniały). Taka kula starcza na 1000 prań, więc stwierdziłam, że na dłuższą metę wychodzi to całkiem korzystnie. Taki piorący wynalazek to plastikowa piłka, do której wrzucane są specjalne piorące granulki. Opakowanie papierowe, kula plastikowa, a dodatkowe granulki są zapakowane  w plastikową saszetkę. Czy jest to więc takie bezśmieciowe rozwiązanie?  No, tak sobie. Z kuli jednak byłam zadowolona. Przy każdym praniu wrzucałam ją do bębna pralki, kula robiła swoje czary-mary, pranie wychodziło czyste. Oczywiście nie pachniało mi to morską bryzą lub deszczową rosą na igłach świerku o sierpniowym poranku. Zapach jednak jest dla mnie całkowicie nieistotny. Ważne, że nic nie śmierdziuszyło. Kula jednak nie radziła sobie z większymi plamami lub krwią. Ostatecznie musiałam prać to ręcznie, szorując odplamiaczem w kostce.


ODPLAMIACZ W KOSTCE

Będąc przy odplamiaczu w kostce, dostałam kiedyś w sklepie darmową próbką. Odplamiacz z klareko, jaki trafił w moje ręce, to zdecydowanie najlepszy odplamiacz, jaki miałam. A miałam tylko jeden, więc moje porównanie nie jest może jakieś wiarygodne. Odplamiał jednak szybko, sprawnie i nie zostawiał po sobie smug i plam. Taki odplamiacz mam do tej pory i ratuje często to, czego proszek nie doprał.

PROSZEK DO PRANIA

Przez przypadek moją kulę zostawiłam w domu rodzinnym. W związku z tym postanowiłam w końcu zebrać się w sobie i przygotować proszek do prania. W internecie trafiłam na świetny artykuł, który uspokoił moje obawy co do boraksu - link. Zamówiłam więc składniki do wykonania własnego proszku. Wszystkie produkty kupiłam w opakowaniach kilogramowych. Środki chemiczne, które zakupiłam, są zapakowane w worki strunowe. Dla osób, które starają się jednak nie generować plastiku, istnieje możliwość zakupu tych produktów w szkle w drogerii ekologicznej. W innych sklepach online nie widziałam takiej możliwości.

Przyznam, że z chemii zawsze byłam absolutna noga. Oczami wyobraźni widziałam, jak wszystko wybucha mi w rękach, tak się na szczęście nie stało. Przygotowanie własnego proszku jest banalnie proste. Poniżej instrukcja.



Jak taki proszek się sprawdza? Podobnie jak kula piorąca. Ubrania są czyste, ale niestety nie radzą sobie również z większymi plamami. Nie zdarza się jednak często, żeby ubrania były tak silnie zabrudzone. Dlatego przepranie czasem czegoś odplamiaczem w kostce, nie jest dla mnie strasznie czasochłonne. Jednak przy większej ilości poplamionych ubrań (jak to może być przy dzieciach), pewnie moje chęci do dopierania, byłyby mniejsze.

PŁYN DO ZMIĘKCZANIA TKANIN

Dla mnie zapach i jedwabistość ubrań jest zupełnie zbędnym luksusem. Natomiast mój chłopak lubi, kiedy ubrania ładnie pachną. Na ratunek, przed jakimś zapachowym płynem ze sklepu, przyszedł mi kwasek cytrynowy i woda. Do słoika (w moim przypadku 330 ml) wsypuję 40 g kwasku cytrynowego. Taki płyn dodaję do prania (leję na oko). Ubrania nie są tak jedwabiście gładkie i tak pięknie pachnące, jak po użyciu sklepowego płynu. Mają jednak bardzo delikatny cytrynowy zapach i są milsze w dotyku. Następnym razem mam zamiar dodać kilka kropel olejku eterycznego, żeby zapach był jeszcze przyjemniejszy.


Jak więc to wszystko oceniam?

Proszek może nie jest najlepszym proszkiem na świecie, ale zdecydowanie szybko z niego nie zrezygnuję. W przypadku takiego domowego proszku mam stuprocentową pewność, co jest w jego składzie i jak to wpływa na mnie i środowisko. Proszek nie jest też drogi. Każdy ze składników nie kosztuje więcej niż 10 zł. Oznacza to, że mam 3 kg proszku za nie więcej niż 30 zł. Jest to cena całkiem zbliżona do tych sklepowych, ale jak powiedziałam wcześniej, przynajmniej mam pewność tego, co jest w środku.

Zdecydowanie najlepsze z zero wastowego prania jest kostka odplamiająca i płyn do zmiękczania tkanin. Przy takim trybie życia, jaki mam teraz, taki domowy proszek do prania daje rade. Nie wiem jednak, czy sprawdziłby się przy większych zabrudzeniach.

Mimo wszystko polecam spróbować i samemu się przekonać. Ja zamierzam przy nim zostać jak najdłużej.

 

 Podoba Ci się główna grafika? Zobacz profil Justyny: @bo.jczuk


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza