poniedziałek, 3 sierpnia 2020

DOMOWE SPA LESS WASTE



Nie ma nic milszego niż domowe spa. Chociaż gorące kąpiele pożądane są głównie zimą, to latem też można się trochę rozpieścić. Napełnienie całej wody wanną, nie jest zbytnio ekologiczne. Czasem jednak można sobie pozwolić na rozpustę, a swoje wyrzuty sumienia zatuszować pięknymi aromatami. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi ulubionymi sposobami na domowe spa.

PEELING

To chyba najbardziej zero waste peeling, jaki może istnieć. Jest przy nim trochę bałaganu, ale z całą pewnością warto. Fusy po kawie idealnie sprawdzą się do pielęgnacji naszej skóry. Pozostałości z dna filiżanki zbieram i wcieram w skórę ciała. Taki peeling cudownie pobudza. Jeśli chcecie dodatkowo zadbać o nawilżenie, polecam wymieszać fusy z olejem kokosowym.


OLEJKI ETERYCZNE

To ostatnio moje największe odkrycie. Bardzo polubiłam stosowanie olejków eterycznych. Każdy zapach ma swoje niesamowite właściwości. Moim ulubieńcem jest olejek z drzewa herbacianego. Dodaję jego kilka kropel do żelu do mycia twarzy. W trakcie kąpieli lubię również dodać do wody olejek LEGENDARNY MIX. Początkowo jego zapach nie przypadł mi do gustu, ale trzeba mu przyznać, że w kąpieli sprawdza się idealnie.


MASECZKA DO TWARZY

Będę z Wami szczera. Nie przepadam ani za domowymi maseczkami, ani za kupnymi. Powód jest bardzo prosty. Te pierwsze głównie bazują na żywności. Nie lubię tracić dobrego jedzenia na coś, co za chwilę ma spłynąć w odpływie. Kolejnym powodem jest to, że takie ręcznie robione specyfiki przeważnie są pełne grudek, które nie utrzymują się na twarzy. Nic się nie trzyma kupy i ostatecznie więcej jest sprzątania niż relaksu. Z kolei kupne maseczki (zwłaszcza te w jednorazowych saszetkach) to sama szkodliwa chemia. Większość z nich zamienia się w leciutką chmurkę, posiada brokatowe drobinki, świeci w ciemności lub robi inne cuda na kiju. Nie szczególnie to jednak wpływa na stan naszej skóry. Najlepsze na świecie są zwykłe glinki. Odkryłam je rok temu i całkowicie przepadłam. Czasami myję nimi twarz. Rozcieram proszek w rękach, a następnie wmasowuje w twarz. Jeśli chcę maseczkę, pozostawiam to na 15 minut na twarzy. Maseczkom z glinek nie wolno wyschnąć. Warto je co jakiś czas spryskać hydrolatem, aby cały czas były wilgotne!

Jeśli lubicie bardziej kremowe maseczki, możecie w miseczce rozdrobnić łyżeczkę glinki z łyżeczką wody i nałożyć na twarz za pomocą pędzla.

Każda kolor glinki ma inne właściwości. Warto dobrać odpowiednią pod potrzeby swojej skóry. O ich właściwościach możecie przeczytać tutaj.


KULA DA KĄPIELI

Jest to prawdopodobnie najbardziej zbędna rzecz, jaką można zakupić do naszego domu. Problem w tym, że w kulach jest coś przyciągającego i każda kąpiel z nimi staje się dużo milsza. Takie kule można przygotować samemu z tego, co ma się w kuchni. Wystarczy:

1 szklanka sody oczyszczonej

1/5 szklanki kwasku cytrynowego

4 łyżki roztopionego oleju kokosowego

Ulubiony hydrolat

Opcjonalnie możesz dodać to, co masz pod ręką. Suszone kwiaty, kilka kropel olejku zapachowego lub barwnik.

Wszystkie składniki wymieszaj ze sobą, następnie dokładnie ugniataj, aż do połączenia się wszystkich składników. Co jakiś czas spryskaj składniki hydrolatem. Kiedy masa będzie gotowa, umieć wszystko w formie. Jeśli nie masz formy w kształcie kuli, użyj foremek do kostek lodów.

Odłóż swoją kulę musującą do kąpieli na kilka godzin (najlepiej pozostawić na noc). Następnego dnia produkt będzie gotowy do użycia!

To wszystko, co stosuję w trakcie domowego spa. Bardzo cenię sobie wszystkie wymienione produkty w tym poście. Ich główną zaletą jest to, że jeden produkt może znaleźć zastosowanie w wielu kosmetykach. Dodatkowo są stosunkowo tanie i nie zawierają szkodliwych dla nas składników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza