środa, 9 września 2020

EKOLOGIA I FANATYZM

 


Na wstępie przyznam się szczerze, że nie znam wielu takich osób. Niestety, gdzieś w odmętach internetu dobiegają mnie czasem głosy fanatyków, które mrożą krew w żyłach, sprawiają, że włosy stają dęba, a ciarki niepokoju przebiegają po karku. 

Fanatyków zna każdy jak nie osobiście, to ze słyszenia. Najczęściej przybierają postać skrajnych wyznawców religijnych, ale nie ciężko odnaleźć ich w innych grupach. Im dłużej interesuję się ekologicznym stylem życia, tym częściej natrafiam na niepokojące wypowiedzi.

Zaczęło się kilka lat temu, kiedy na grupie jedna osoba napisała, że „zero waste jest jak religia”. Swoją wypowiedź tłumaczyła tym, że są zasady, jak w dekalogu, do których ona się sumiennie stosuje. Pierwsze oznaki niepokoju szybko przeszły. Machnęłam na to ręką, bo przecież każdy ma prawo do swojego zdania.

W tej materii nic się nie zmienia, mamy prawo do swojego zdania zawsze i wszędzie. Ale… może warto jednak czasem się zastanowić, czy nie wybiegamy z naszymi dążeniami gdzieś za bardzo i czy przypadkiem, nie robimy krzywdy sami sobie?

PODZIAŁ NA DOBRO I ZŁO

Musimy powiedzieć sobie to prosto w oczy – większość ludzi na świecie ma w nosie zero waste. Czy to zbrodnia? W moim odczuciu nie. Więc kiedy jakaś wielka korporacja robi coś „dobrego dla środowiska” i zamienia swoje opakowania na te „bardziej przyjazne środowisku”, to ja myślę sobie – „ok, fajnie, ale ja i tak tego nie będę kupować”. Fanatyk jednak nie zostawia po działaniach takich firm suchej nitki, wykrzykując, że wszystko to greenwashing. Tym samym, gdyby tylko mógł, w imię Matki Ziemi zamknąłby wszystko to, co w jego mniemaniu jest „grzeszne”.

Przestaje się liczyć zdanie i upodobanie innych. Fanatyk nie daje możliwości istnienia wolnej woli tak, aby każdy mógł sam wybrać, co dla niego jest dobre, a co złe. Jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego pewne działania są złe, to znaczy, że nie poznał jeszcze nauk Matki Ziemi.

ZIELONY MISJONARZ

Czytając niektóre wypowiedzi, oczami wyobraźni widzę ich autorów, jak ubierają szaty z juty i idą głosić „dobrą nowinę”. Głoszą o ekologii, braku reklamówek i o tym, jakie życie będzie wspaniałe, kiedy świat będzie bardziej ekologiczny. Wystarczy przejść na zieloną stronę mocy, a osiągniemy spokój ducha i uporządkowane życie.

Brzmi jak działania pewnych grup destrukcyjnych prawda? A niestety, podobieństw jest jeszcze więcej.

OBIETNICA LEPSZEGO ŻYCIA LUB KOŃCA ŚWIATA

„Świat będzie lepszy, kiedy będzie więcej takich jak my”. Utopijna wizja świata, w którym wszyscy postępują tak, aby nie szkodzić środowisku. Fanatycy uwielbiają przekonywać i mówić o tym, jaki świat będzie wspaniały, kiedy wszyscy się zmienią lub… uwielbiają straszyć końcem świata.

KAZANIE

Umiejętność nieulegania każdej pokusie jest bardzo cenna. To dzięki niej rezygnujemy z tego „jeszcze jednego” ciastka, z papieroska, z bluzki, na którą i tak nas nie stać. Problem z fanatyzmem jest taki, że za zrobienie czegoś wbrew zasadom, zaczyna się biczowanie. Najczęściej jednak fanatyk nie ma pretensji sam do siebie, wyłącznie do innych. Niczym kaznodzieja, brat lub ksiądz ze swoim kazaniem o konsekwencjach nieposłuszeństwa.

POŚWIĘCENIE

Polubiłam ostatnio oglądać „światusów” na YT. W jednym z filmów Sara wspomniała, że wielu świadków rezygnuje z potomstwa, aby założyć rodzinę dopiero po Armagedonie. W kwestiach ekologii bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że nikt nie chce sprowadzać dzieci na świat, wiedząc, że zaraz ma być „koniec świata”. Jeśli razem ze swoją drugą połówką stwierdzacie, że nie chcecie mieć dzieci, to macie do tego święte prawo. Jeśli jednak oboje pragniecie dziecka, to czy argument z końcem świata powinien być decydujący? Jeszcze kilka lat temu, ktoś mógł zrezygnować z potomstwa ze względu na powiększającą się dziurę ozonową. Dzisiaj mówi się o innych problemach, bardzo ważnych i ciężkich, których chcąc nie chcąc, brak dzieci nie rozwiąże. Może zabrzmi to małostkowo, ale w naszych rękach i w rękach przyszłego pokolenia jest szansa na to, aby świat był lepszy.

ZERWANIE KONTAKTÓW Z RODZINĄ I ZNAJOMYMI

Dla mnie to jeden z najbardziej przerażających aspektów fanatyzmu, z którym niestety miałam styczność. Wiadomo, lubimy otaczać się ludźmi o podobnych poglądach. Kto z nas nie lubi popsioczyć z drugą osobą na pewne problemy, inne grupy, polityków etc. W życiu jednak musimy funkcjonować z ludźmi o różnych poglądach, co daje się we znaki zwłaszcza przy świątecznym stole. Mimo wszystko jesteśmy z drugim człowiekiem z miłości lub sympatii, a kłótliwych tematów nie poruszamy.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie stworzę prawdziwej relacji z miłośnikiem mięsa, że będę się męczyć, że powinnam znaleźć kogoś podobnego do mnie. Tylko ja nie chcę nikogo innego. Chcę tego mojego mięsożercę, który produkuje opakowań po żelach do mycia jak szalony. On zna moje zdanie na pewne tematy, ja znam jego. Żyjemy różnie, ale razem i jest nam w tym dobrze. Nie umiem wyobrazić sobie, porzucenia ważnego dla mnie człowieka, tylko dlatego, że ma inne poglądy.

Fanatyzm jest zły, bo nie daje przestrzeni na samodzielne myślenie. Nie możesz sam podejmować decyzji, nie możesz popełniać błędów, musisz ściśle trzymać się zasad, bo tylko w ten sposób „będziesz szczęśliwy i sprawisz, że świat będzie lepszy”. Chociaż piszę o fanatyzmie ekologicznym, to chyba nie odbiegnę daleko od prawdy, mówiąc, że każdy fanatyzm wyniszcza człowieka.

 

 

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza