poniedziałek, 21 grudnia 2020

Minimalizm w praktyce - 13 rzeczy, których pozbyłam się przed nowym rokiem



Witajcie moi drodzy. Bardzo dawno się nie odzywałam, ale było ostatnio dużo zmian w moim życiu. Znowu wróciłam na stałe do Szczecina, skończyłam studia i znalazłam pracę. W związku z taką ilością zmian musiałam do wszystkiego na nowo się przystosować. Niestety, mój blog ucierpiał na tym najbardziej. Jednak wróciłam i obiecuję, że raz na jakiś czas się coś tutaj pojawi. 


Chciałabym też poinformować o drobnej zmianie na blogu. Od dzisiaj tematyka zero waste będzie trochę rzadziej poruszana. Mam już odrobinę przesyt tego tematu. Zamiast tego będą częściej pojawiać się recenzje książek. A jeśli ktoś jest ciekawy więcej, to zapraszam na mój bookstagram @laurkaliteraturka 


Dzisiaj trochę o wyrzucaniu. Od kilku lat staram się zminimalizować liczbę posiadanych rzeczy. Wydaje mi się jednak, że im dłużej to robię, tym rzeczy jest więcej. Wyjazd do Gdańska nauczył mnie żyć z niewielką liczbą przedmiotów. Jednak to tutaj w Szczecinie, w swoim rodzinnym domu, miałam prawdziwe skarby z zamierzchłych czasów. Wyrzucenie tego wszystkiego przyniosło mi ogromną satysfakcję.


Z czym się pożegnałam? 


Karty stałego klienta

Ja wiem, że wypchany portfel robi wrażenie. Lepiej jednak, aby wypychały je pieniądze, a nie karta do wypożyczalni DVD. Wszystkie karty stałego klienta można już mieć w wersji elektronicznej. Zostawić najważniejsze, resztę pociąć i wyrzucić. 





Lakiery do paznokci 

Miałam całe pudełko lakierów, które pamiętały jeszcze moją obsesję na punkcie Zmierzchu. Wszystkie glutowate, przeterminowane i stare lakiery najlepiej zawieźć do PSZOKu. 


Dokumenty

Z 4 teczek z dokumentami zrobiła się jedna. Byłam bezlitosna. Wyrzuciłam wszystkie dyplomy za największą muszelkę, dyplomy za udział  w konkursach, stare wyniki badań, nieaktualne umowy. W koszu znalazł się również dyplom otrzymany na absolutorium. 


Kable, kabelki, kabeleczki

Jak ja żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia swojej szuflady przed. Cała szuflada wypchana kablami i ładowarkami, starymi telefonami. Do PSZOKu trafiły dwie torby kabli. Pusta szafa ogromnie mnie teraz cieszy. 


Bardzo często nie chcemy wyrzucać starego sprzętu z obawy o utracenie zdjęć. Moje niektóre stare telefony nie chciały się już nawet odpalić. Nie odkładałam ich do szuflady z nadzieją, że kiedy indziej się uda. Te wszystkie kabelki i elektryka musi zniknąć! 


Wypisane długopisy 

Tu nie ma nawet co tłumaczyć. Uwierz mi, nie kupisz nowego wkładu. Nie… wyrzuć. 





Pamiątki

To jedna z najbardziej bolesnych rzeczy. No bo jak to, wyrzucić pamiątki? Sama mam pudełko z pamiątkami, gdzie trzymam najważniejsze rzeczy. Z czasem jednak tracą one dla mnie na wartości. Kiedyś wygrzebałam jakiś bilet autobusowy. Prawdopodobnie z jakiejś mojej gimnazjalnej randki. Teraz nie miał on dla mnie żadnego sentymentalnego znaczenia. 


Dużo ciężej było mi się rozstać z czymś ładnym, sentymentalnym, ale zupełnie bezużytecznym. Miałam kilka takich rzeczy, głównie takich z serii “DIY”. Chcę jednak, aby pamiątki, które zatrzymuje miały ogromną wartość sentymentalną. Rzeczy mniej sentymentalne wylądowały w koszu. 


To się jeszcze naprawi

Okej, naprawianie jest mega ważne. Pozwala zredukować rosnącą górę śmieci. Trafiają się jednak takie rzeczy, których nie naprawisz, nie zszyjesz, nie załatasz, nie skrócisz. Leży to już, któryś rok i ani nie cieszy, ani nie jest użyteczne. Ja tak miałam z okularami przeciwsłonecznymi. Odpadła od nich śrubka. Szkiełko z okularów ciągle się osuwało, a okulary przestały pełnić swoją funkcję. Zastępczej śrubki nigdzie nie znalazłam, więc mimo chęci naprawy, okulary poszły tam, gdzie raki zimują. 


Dziurawe skarpetki i wielkie galoty 

Wiecie jaką wojnę stoczyłam z majtkami? Ta batalia trwała wieczność, ale muszę przyznać, że to, co teraz mam mnie bardzo zadowala. Wszystkie skarpetki eleganckie, bez dziurek. Bielizna wyłącznie taka, jaka mi się podoba. Pozbyłam się niepraktycznej bielizny, której nie zakładałam chętnie i takiej, która miała nadrukowane brokatowe dinozaury i kwiatki. To samo zrobiłam ze strojem kąpielowym. Nie przepadam zbytnio za bikini. Nie czuje się w nich komfortowo. Zostawiłam sobie jeden strój jednoczęściowy na basen. 


Zeszyty 

Skończyłam podstawówkę, gimnazjum, technikum, studia. A w domu nadal mam zeszyty. Wyrwałam z nich czyste kartki (przydadzą się zawsze), a zeszyty i zapisane w nich mądrości wyrzuciłam. 


Ubrania

W całym tym szaleństwie wyrzuciłam masę ubrań. Dwa lata mieszkania poza domem i z dala od większości moich rzeczy, uświadomiły mi, co lubię nosić, a czego nie. Jeśli po kilku miesiącach ubrania nadal się nie sprzedały na vinted, to wszystko inne trafia do kosza. Moja szafa jest mała, mam w niej niewiele ubrań, ale wszystkie lubię. 


Przybory do domowego SPA

Okej, teraz trochę obleszka. Jestem przekonana, że masz w domu jakiś stary pumeks, który nosi na sobie ślady z tego ostatniego romantycznego piłowania pięt w 2010 roku. To samo z zajechanymi pilniczkami do paznokci i wszystkimi przeterminowanymi próbkami kosmetycznymi. 


Wieszaki brzydaki 

Miałam w domu prawdziwą kolekcję różniastych wieszaków. Większość z nich z lubością deformowała moje ubrania. W Gdańsku zakupiłam kilkanaście sztuk takich samych wieszaków (i tak, wszystkie je przywiozłam ze sobą - nie oceniajcie). Wieszaki wymieniłam, a cała szafa prezentuje się teraz dużo lepiej. 


przed




po


Płyty CD i DVD

Miałam całą półeczkę z płytami cd i dvd. Nic wartościowego. Kolędy Golców, jakieś zdjęcia, które od stu lat mam na chmurze, gry z gazetek, więcej płyt Golców (były w Tinie kiedyś - nie oceniajcie znowu). Zostawiłam tylko płytę Beaty Kozidrak, bo Beatę to ja szanuję. 


Ubranka dla dzieci

Hm… mam skrzynkę z rzeczami dla przyszłych dzieci. O ile kolekcja Martynek czy mój ulubiony mały pluszak jest warta zachowania, to nie byłabym przekonana, czy moje dziecko chciałoby nosić sztruksowe brązowe dzwony. Pozbyłam się tego.


Czego nie wyrzuciłam? 

Nie ma tak idealnie. Rozsądek mi podpowiada, że powinnam to wszystko wyrzucić, ale moje serce mi nie pozwala. 


Mój pierwszy pluszowy miś 

Od swojego taty na pierwsze urodziny dostałam gigantycznego zielonego psa. Siedzi na szafie, zakurzony i dogorywa. Wiem, że ze względu na plantacje roztoczy na nim, to nie jest potencjalna zabawka dla mojego bardzo przyszłego dziecka. Mimo wszystko nie mam serca się z nim rozstać. 





Kalendarzyk z 2016 roku 

Pierwszy świąteczny prezent od mojego chłopaka. Cudowny kalendarzyk z przepiękną okładką. Nie potrafię się go pozbyć, chociaż miałam już do niego tysiące prób. Nie rozumiem czemu, to takie irracjonalne. 


Kurs języków

Uzbierana kiedyś w jakiś magazynie (prawie) cała kolekcja kursów językowych. Dobrze wiem, że nigdy nie odpalę tego kursu. Szkoda mi go wyrzucić na śmietnik, bo to jednak całkiem wartościowa rzecz. Powinnam wrzucić na jakąś grupę, żeby ktoś przytulił te moje kursu. Ale jakoś nie mam ochoty na kontakty z ludźmi. Także… kurs został i zajmuje skurczybyk półkę. 


Jak widać, nie jestem jednak taka bezlitosna. Najgorsze jednak, że mimo wynoszenia śmieci przez kilka weekendów z rzędu, odnoszę wrażenie, że ciągle jestem przytoczona przedmiotami. Czasem tracę nadzieję, że kiedykolwiek będę mogła się z tego wszystkiego uwolnić. Chociaż bardzo możliwe, że popadam też w jakąś obsesje wyrzucania. No cóż, każdy ma swoje świry. 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza