czwartek, 7 stycznia 2021

Minimalizm: czas na mniej - co poszło nie tak i czemu mi z tym dokumentem nie po drodze?




Minimalizm fajna rzecz. Lubię mieć tylko przydatne przedmioty i lubię ciągle minimalizować swoją przestrzeń. Mogłoby się wydawać, że nowy dokument Netflixa przypadnie mi do gustu, a jednak… coś poszło nie tak. 


Strasznie ckliwy


Joshua Fields Millburn sprzątając mieszkanie matki, natrafia na 3 pudełka z jego pracami z dzieciństwa. Stwierdza on, że matka czuła żal, że w dzieciństwie przez swój alkoholizm odpychała swoje dziecko. Dlatego właśnie trzymała te rzeczy, aby mieć jego cząstkę. Moim zdaniem większość mam trzyma prace i sprawdziany swoich dzieci. Nie musi to być związane z błędami macierzyńskimi.


Tematy związane z alkoholizmem, samotnością i brakiem poczucia bezpieczeństwa są bardzo ważne. Uważam jednak, że wywlekanie tego w takim dokumencie nie ma zbytnio sensu. Zabieg ten został zastosowany wyłącznie po to, aby sztucznie wywołać łzy. 


Nie bardzo rozumiem też, co ma wspólnego alkoholizm z gromadzeniem. Oczywiście, kompulsywne zbieractwo ma swoje podłoże w psychice. Tutaj jednak nie szłabym tak daleko. 


Joshua więc patrzy w kamerę, co chwila rozgląda się raz w lewo, raz w prawo. Spuszcza wzrok, robi dramatyczne pauzy i wylewa z siebie słowa żalu i smutku. Czy jednak to wniosło jakąś wartość dodatnią w filmie? Nie. 


Okej... oni nawet na plakacie wyglądają, jakby grali w teledysku ATB. 



Amerykański sen, który się przejadł 


Młodzi mężczyźni, którzy w wieku 28 lat osiągnęli już wszystko. Wielki dom, drogie samochody, markowe garnitury. Dzięki karierze zawodowej mogli mieć wszystko. Dochodzą jednak do wniosku, że - pieniądze szczęścia nie dają. Zaczynają więc na nowo układać swoje życie. Ruszają nawet ze stroną o minimalizmie, gdzie edukują, jak wyzbyć się rzeczy. Oczywiście strona zostaje największym hitem lata, a oni stają się bardzo szybko popularni. 


Chłopaki nacieszyli się swoimi drogimi cackami, a teraz mówią innym, że w sumie to nie było warto. Amerykański bogacz ze stertą przedmiotów może przytaknie. Biedny absolwent studiów humanistycznych raczej się rozśmieje. 


Nie twierdzę, że takich problemów nie ma. Dokument ten jednak nie pokrywa się w ogóle z moim otoczeniem i moimi potrzebami. 





Joshua skrada show 


Prowadzących jest dwóch. To jednak Joshua skrada prawie cały dokument. A szkoda, bo uważam, że jego kompan Ryan Nicodemus też ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. W dokumencie ma tylko kilka linijek, ale ja się z nimi wszystkimi zgadzam. 


Ryan jako jedyny w pewien sposób podkreśla, do kogo dokument jest skierowany. Do takich jak on, czyli bardzo bogatych. Dzięki temu łatwiej mi się zdystansować do jego praktyk. Bo wiecie… on może zamienić dom na mniejszy. Ja na takie działania nie mam co się porywać. 


Dużo bardziej odpowiadał mi już program, w którym Marie Kondo pomaga uprzątnąć czyjeś domy lub mieszkania. Tam ludzie nie mają problemu zza dużą ilością markowych ubrań, czy drogich samochodów. Oni gromadzą większość rzeczy z obawy przed tym, że kiedyś może się przydać. Trzymają, bo jest to dla nich sentyment. Zostawiają, bo liczą, że jeszcze kiedyś wejdą w jakieś ubranie. A Marie im tłumaczy, że to tylko przedmioty, które nie poprawiają ich jakości życia. 


Porównując ze sobą - mogłoby się wydawać - ambitny dokument Netflixa z przyjemnym programem o organizacji wnętrz, to dużo ciekawszy wydaje mi się ten odcinkowy serial. Z tego coś wyniosę i wyzbędę się złych nawyków. Z dokumentu wyniosłam tylko frustrację. 





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza