poniedziałek, 8 lutego 2021

KULTURALNY STYCZEŃ







Pierwszy miesiąc 2021 roku już za nami. Przyznam, że po tym fatalnym 2020 roku, ten rok zaczął się bardzo miło. Za mną sporo filmów, seriali i książek. Dlatego postanowiłam podzielić się swoim podsumowaniem kulturalnego stycznia.


KSIĄŻKI


Na początek książki. W tym miesiącu przeczytałam cztery pozycje (w tym jednego audiobooka). O moich recenzjach książkowych można przeczytać więcej na Instagramie, ale teraz przechodząc do meritum, zacznijmy od największej bomby zeszłego roku, czyli Słońca w mroku Stephenie Meyer.


SŁOŃCE W MROKU


Saga Zmierzchu pojawiła się w Polsce, kiedy zaczęłam chodzić do gimnazjum. Wiecie, wampiry i zakazana miłość to była taka mieszanka, której nie mogłaby się oprzeć żadna trzynastka. Zmierzch pochłaniałam i kochałam całym serduszkiem. Były to pierwsze książki, do których nie musiałam się przymuszać, a ich strony pochłaniałam od deski do deski. Z tą serią książek wiąże mnie wiele sentymentu i ogrom nostalgii. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu pierwszej części Zmierzchu oczami Edwarda, no to musiałam to przeczytać.


Trochę podrosłam, więc wątek miłosny przestał mieć dla mnie tak wielkie znaczenie, jak te 13 lat temu. Byłam za to ogromnie ciekawa tego, co dzieje się za kulisami. Liczyłam, że zagłębie się w historię Edwarda nim stał się wampirem. Chciałam też pobyć z całą jego wampirzą rodziną i zagłębić się w ich codzienne relacje. Niestety książka dała mi namiastkę tych ciekawostek. Nowe informacje o rodzinie nie są zbytnio satysfakcjonujące. Dowiadujemy się na przykład, że Esme uwielbia swoje podłogi. Nie wiem jak wy, ale dla mnie to mało interesująca ciekawostka. Dużo bardziej byłam ciekawa tego, jak wyglądało jej pierwsze małżeństwo.

Autorka książka odkrywa przed nami odrobinę świata Alice i Carlisle, ale reszta bohaterów jest potraktowana bardzo po macoszemu. Zamiast fantastyki otrzymujemy dużą dozę filozofii. Edward miota się w swoich uczuciach do tego stopnia, że z książki, która oczami Belli miała 416 stron, oczami wampirzego kochanka ma o kolejne 400 stron więcej. Z jego przemyśleń ciężko coś wywnioskować. Wiemy tylko, że kocha Belle, ale chciałby ją również zjeść.

Nie mogę powiedzieć, że męczyło mnie jej czytanie. Żałuję jednak, że nie sprostała ona moich oczekiwań i zamiast więcej fantastyki, czytamy o cierpieniu Edwarda na 800 stronach.






NASZ OSTATNI DZIEŃ



Nasz ostatni dzień to książka autorstwa Adama Silvera, który przedstawia nam relację między dwoma chłopakami. Świat przedstawiony w książce nie różni się wiele od naszego. Z jednym wyjątkiem. Każda osoba przed śmiercią otrzymuje telefon, że w ciągu doby nadejdzie jego śmierć. Nasi bohaterowie otrzymują taki telefon, a następnie w splocie okoliczności stwierdzają, że spędzą go razem. Nie ukrywam, że czytając książkę, leciały mi gorące łzy po policzkach. Bardzo wzruszająca książka, a co ważniejsze autor umie opisywać relacje młodych ludzi. Czytając dialogi chłopaków, miałam pewność, że słowa te wypowiadają nastolatkowie, a nie scenarzyści trudnych spraw.


Nasz ostatni dzień był najlepszą książką, jaką przeczytałam w styczniu.







ZAMIANA



Beth O’Leary napisała książkę zabawną, ciepłą, przyjemną, ale i trochę oklepaną. Mamy wnuczkę i babcię, które postanawiają zamienić się swoimi życiami. Motyw przewałkowany i rozwałkowany przez kulturę setki razy i niestety, tutaj mi to nie zdaje egzaminu. Książka jest dobrze napisana, ale powiela tysiące kalk, które ogromnie mnie rażą. Myślę, że czytając ją, będziecie mieli podobne odczucia. Mimo wszystko czas na czytanie tej książki spędziłam bardzo miło, a kilka razy udało mi się parsknąć pod nosem.


TAJEMNICZA ŚMIERĆ MARIANNY BIEL



Książka autorki Marty Matyszczak to przeuroczy kryminał. Halo, halo jak to? Kryminał i urok? A no tak, bo narratorem opowiadania jest pies. I to robi robotę! Śmierć dawnej aktorki i śledztwo w jej sprawie oczami czworonoga rozłożyło mnie na łopatki. Nie jest to kryminał dla wielbicieli krwawych scen, którzy uwielbiają intrygi i wielkie spiski. Książka jest zaskakująca, mimo wszystko chęć poznania mordercy schodzi na dalszy plan. Dużo bardziej byłam zaangażowana w bohaterów i ich relacje. Planuję przeczytać cały tom z serii morderstwo pod psem, bo słuchanie (to był audiobook) sprawiło mi bardzo dużo radości.










FILMY

Parasite w reżyserii Joon-ho Bong


Trochę kultury przez duże K zawitało u mnie w styczniu. Razem z moim lubym na początku roku obejrzeliśmy laureata Nagrody Akademii Filmowej. To był najlepszy film, jaki widziałam od bardzo dawna. Niestety, mam ogromne szczęście do wybierania paździerzy. Kiedy w końcu trafi się coś tak dobrego, to ja się nie mogę pozbierać.


Film to dobra komedia, ale z morałem i takim rodzinnym dramatem, który wkręca się na długo w nasze myśli. Nie umiem nawet słowami opisać, jak dobry był to film. Od wybuchu śmiechu, po gniew, płacz, obrzydzenie i strach. Wszystkie emocje dzięki jednemu filmowi. Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu Parasite, to bardzo wam go polecam.


NETFLIX


UCZTA Z RESZTEK


No i co, było ambitnie? Było, ale się skończyło. Przechodzimy do klasycznego zjadacza czasu. Uczta z resztek to show zbliżone niemal identycznie do “Nailed it”. Trzech uczestników musi stworzyć ekskluzywne dania z resztek w lodówce. Przysięgam, że nie mam pojęcia, jakim cudem wczorajsze resztki z fast fooda uczestnicy zamieniają na ekskluzywne dania. Program ogląda się dobrze, a co więcej można poczuć inspirację do przeprowadzenia własnych kuchennych rewolucji.


PORADNIK HEADSPACE


Styczeń 2021 zaczęłam od medytacji. Pomógł mi w tym bardzo poradnik udostępniony na Netflixie. 20-minutowe wprowadzenie i krótka medytacja pomaga mi bardzo w uspokojeniu moich myśli. Dzięki poradnikowi uczę się wyciszyć i poskromić natłok myśli.

Cały dokument jest przepięknie zilustrowany, co samo w sobie uspokaja mnie i wprowadza w stan wyciszenia. Mam nadzieję, że praktyka medytacji pojawi się u mnie dużo częściej.







DZIEDZICTWO WINX


Jako dziecko kochałam Winx. Ucieszyłam się, kiedy ukazała się produkcja tego serialu na podstawie tej animacji. Liczyłam, że będzie poważniejsza, bardziej mroczna, ale zachowa cały bajkowy klimat. I co? Ogromnie się zawiodłam. W 6 odcinkach nie udało się producentom pokazać budujących relacji między bohaterkami. One się nie lubią, a odcinek później są dla siebie wszystkim. Wykreowany świat jest biedny. Przebywamy tylko w szklarni (która jest swoją drogą najpiękniejszym miejscem), w szkole, trochę przy kamiennym kręgu (więc w sumie nadal w szkole) i w jakimś lesie. Nuda. Myślę, że serial mógł mieć potencjał, ale od tej biedy na ekranie zaczęło aż świszczeć mi w portfelu. Niby magiczny świat, a wszystko tam było takie zwykłe i bez polotu. No i co najgorsze tak mało logiczne. Nastoletnie czarodziejki w szkole uczą się absolutnych podstaw, ale poza nią władają swoimi mocami, jak najpotężniejsze czarownice. Coś tu jest grubymi nićmi szyte. Nie polecam.